Hasim Rahman wrócił ze sportowej emerytury
Kiedy ponad dwanaście lat temu Hasim Rahman (50-10-2, 41 KO) kończył karierę po porażce z Anthonym Nansenem, wyglądał bardzo słabo. Może nie fizycznie, bo bicepsy wciąż były nabrzmiałe, ale był wolny, mało ruchliwy i przewidywalny. Mimo tego uparł się i dziś w nocy wrócił na ring.
"Skała" była swego czasu postrachem królewskiej kategorii. Hasim dwukrotnie zasiadł na tronie mistrza świata, na rozkładzie ma takich asów jak Corrie Sanders, Lennox Lewis, remisy z Tuą czy Toneyem, ale czas płynie nieubłaganie dla każdego. A on ma już przecież 54 lata.
Mimo wszystko mogło się to skończyć małym sukcesem, bo naprzeciw niego stanął anonimowy czterdziestolatek Phillip Triantafillo (5-4, 1 KO). Kiedy jednak zabrzmiał pierwszy gong okazało się, że walka toczy się jakby w zwolnionym tempie. Kilkadziesiąt osób na trybunach, słabe sześć rund, a na koniec sędziowie jednomyślną decyzją wskazali na porażkę Rahmana, który pewnie na ławce wyciska jeszcze duże ciężary, ale nie jest już nawet cieniem samego siebie sprzed lat. Tak oto dołączył do przykrych porażek innych mistrzów, jak Chris Byrd czy też Ike Ibeabuchi.
