W sobotę rewanż po latach - CBS vs Clarke
- Związałem się z Zuffa, żeby dostać walkę z Opetaią. Po prostu wiem, że mogę go pokonać - mówi Chris Billam-Smith (22-2, 14 KO). Póki co jednak w najbliższą sobotę skrzyżuje rękawice z Cheavonem Clarke'em (12-2, 9 KO).
- Źle znoszę obozy, tęsknię za rodziną i domem, ale najgorzej było przed walką z Glantonem. Wchodziłem w niego po porażce i nie byłem już główną gwiazdą gali, a przecież byłem do tego przyzwyczajony. Musiałem przetrawić wiele spraw: utratę tytułu mistrza świata i statusu głównego zawodnika wieczoru. To był dla mnie trudny czas. Poważnie rozważałem zakończenie kariery i rozmawiałem już o tym z żoną - nie ukrywa CBS.
- Dziś czuję już coś zupełnie innego, widać czas leczy rany. Nastąpiły pewne przetasowania w świecie boksu, moich promotorskich spraw, a do tego pozbyłem się pewnych małych, lecz uciążliwych urazów. Znów czerpię z tego wszystkiego radość, a możliwość zrewanżowania się Clarkowi tylko mnie dodatkowo motywuje - kontynuował były mistrz świata kategorii cruiser, który w czasach boksu olimpijskiego dwukrotnie przegrał z nim na punkty.
- On się rozwinął, ja natomiast jestem zupełnie innym zawodnikiem niż wtedy, gdy walczyliśmy w czasach amatorskich. Zresztą wygrałem już kilka takich krajowych potyczek. I wierzę, że znów to zrobię - zakończył Billam-Smith.
Póki co Jai Opetaia (31-0, 24 KO) ma inne, znacznie poważniejsze plany, bo jeszcze w tym roku zadebiutuje w wadze ciężkiej i to z dawnym dominatorem królewskiej kategorii, o czym szerzej pisaliśmy TUTAJ >>>

Dobra walka i powinno być ciekawie, niemniej Billam-Smith to nie wirtuoz, bliżej mu do wyrobnika, ale niewątpliwie w tym jest bardzo dobry, a jak nie idzie, to i brudne sztuczki mogą teoretycznie mu pomóc(Masternak). Z Clarke'em powinien sobie poradzić, ale jakby miał się zmierzyć następnie z Opetaią, to finalnie słabo to widzę.
