Jednogłośna wygrana Canelo nad Mbillim
Saul Alvarez (64-3-2, 39 KO) wraca na tron - twardy Christian Mbilli (29-1-1, 24 KO) był w grze, ale okazał się zbyt jednowymiarowy wobec nowego mistrza WBC w kategorii super średniej.
Zaczęło się dosyć spokojnie - obaj częstowali się prostymi, Francuz postawił na krótkie i dość mało skuteczne kombinacje, zaś Meksykanin chętnie dokładał sierpowe. W połowie walki Canelo w dobrym stylu łączył ciosy na głowę i korpus, za to w szóstej odsłonie tempo dyktował z kolei Mbilli.
Nieco więcej emocji przyniosła runda siódma, gdy Canelo trafił podbródkowym, aż pod Mbillim zatrzęsły się nogi. Francuz próbował się odgryzać, ale wciąż nadziewał się na kontry, a na dodatek chwilę później stracił punkt za uderzenie w tył głowy. Kolejne sześć minut było już w jego wykonaniu lepsze, choć trzeba przyznać, że mistrz czterech wag nawet przez moment nie był w tarapatach. Mistrzowskie rundy to także przewaga Meksykanina - bardzo dobry jab i wyczucie dystansu, Mbilli wyglądał z kolei na zbyt bojaźliwego. Takie same wrażenie mieli sędziowie punktowi, którzy wskazali na jednogłośne (115:112, 116:111, 117:110) zwycięstwo byłego lidera rankingów bez podziału na kategorie wagowe.

Dobra walka, a francusko-kameruński Joe Frazier super średniej miał za mało narzędzi, aby rozprawić się z meksykańskim tuzem. Alvarez kondycyjnie bardzo dobrze, widać że Chycki dołożył swoją cegiełkę do tej wygranej, choć w 12 rundzie przyjął jak swego czasu z Gołowkinem, tyle że nadal jest betonowy w żuchwie:) Pozostaje czekać na unifikacje z Iglesiasem, bo i ten jest bardziej wielowymiarowy, a i potrafi naprawdę solidnie przygrzmocić.

Tak jak pisałem, styl robi walke. Alvarez ma problemy z technikami ale nacierajacy rywal to woda na jego młyn.
