Już w sobotnią noc walka Canelo vs Mbilli o pas WBC
Już w sobotnią noc walka Saula Alvareza (63-3-2, 39 KO) z Christianem Mbillim (29-0-1, 24 KO) o należący do tego drugiego pas WBC wagi super średniej. W tym samym limicie na tronie IBF zasiada Osleys Iglesias (16-0, 15 KO).
Kubańczyk od początku zawodowej kariery był raczej unikany przez innych. Sytuacja nieco zmieniła się, gdy zagarnął wakując tytuł International Boxing Federation na granicy 76,2 kilograma. Dlatego ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości dane mu będzie przystąpić do walki ze zwycięzcą sobotniej potyczki.
- To starcie z rodzaju 50 na 50, nie mam w nim wyraźnego faworyta. Obaj mają swoje atuty. Canelo to wielkie doświadczenie i może zdominować tę walkę. Z drugiej strony za Mbillim stoi agresja i głód zdobycia szczytu, na którym Alvarez jest już od dawna. Ale bez względu na to, kto okaże się lepszy, chciałbym potem unifikować pasy ze zwycięzcą - nie ukrywa Kubańczyk, który początek kariery zawodowej spędził w Polsce, kompletnie niezauważony przez polskich kibiców, pomimo naszych nieustannych "podpowiedzi".
- Gdyby mógł wybrać, wolałbym szczerze mówiąc, żeby wygrał Canelo. Byłby to po prostu najciekawszy scenariusz dla tej kategorii i ewentualnie dla mnie. Ale chętnie zawalcze i z jednym, i z drugim, w zależności od tego, kto okaże się lepszy. Jestem gotowy na każdego - dodał Iglesias.
