Fabio Wardley nie zamierza kończyć kariery
- Kiedy sprawdzasz się z najlepszymi, porażka to żaden wstyd - mówi Fabio Wardley (20-2-1, 19 KO) po drugim laniu z rąk Daniela Dubois (24-3, 23 KO).
Były już mistrz świata wagi ciężkiej w ostatnich dwóch walkach zebrał mnóstwo ciężkich ciosów. Mimo tego nie zamierza kończyć kariery, na co namawiał go choćby Derek Chisora.
- Walcząc na galach "białych kołnierzyków" nawet nie marzyłem o tym, że dojdę tak daleko. To z pewnością nie była moja noc, ale wrócę mocniejszy. Wracam na tonącą łódź całą drużyną. Dubois też przegrał, a potem wrócił i został mistrzem. Zamierzam podążyć tą samą drogą. To jeszcze nie koniec - zapowiada Wardley, który w swoim bokserskim CV ma już na rozkładzie Davida Adeleye (TKO 7), Frazera Clarke'a (TKO 1), Justisa Huniego (KO 10) czy Josepha Parkera (TKO 11).

Walka z Parkerem przerwana niepotrzebnie. A te inne nazwiska nic nie znaczą. Tak samo jak się podniecali Kownacki-Martin. To wszystko 3 liga kobiet w ciąży. A Dubois w trylogii z Usykiem jest robiony trzeci raz. Kto myśli inaczej to już jego sprawa...

Jest odporny i ma cios, ale jego surowizna nie rokuje zbyt dobrze. Chyba najlepiej jakby skoszarował się na minimum rok czasu pracując nad techniką, a w międzyczasie obijał jakiś ogórków. Tym bardziej, że ostatnia walka wyglądała naprawdę mizernie i nie zmienia tego nawet fakt, iż Dubois to naprawdę poważny gracz w ciężkiej.
