Michał Cieślak o walce z Davidem Benavidezem
Michał Cieślak (28-2, 22 KO) rozpoczyna przygotowania do walki życia. Bo choć został już awansowany na pełnoprawnego mistrza świata federacji WBC wagi cruiser, to ta najbliższa potyczka bez wątpienia będzie najważniejszą w jego dotychczasowej karierze.
Nie tylko dlatego, że w stawce będą aż trzy mistrzowskie pasy. Przede wszystkim dlatego, że naprzeciw niego stanie David Benavidez (32-0, 26 KO), wielka gwiazda boksu i ścisła czołówka zestawień P4P. Pojedynek co prawda oficjalnie jeszcze nie został potwierdzony, nie jest jednak tajemnicą, że ma odbyć się 12 grudnia w Phoenix, czyli paszczy lwa. Bombardier z Radomia dziś rozpoczyna obóz w Zakopanem.
- Już wcześniej rozpocząłem sparingi, wtedy jeszcze do niedoszłej walki z Opetaią. Nauczony doświadczeniami wiem, że jak poukładam sobie wszystko na miejscu, to mam wszystko co potrzebuję, dlatego będę szykował się do tego pojedynku w Polsce. Mam teraz w sobie spokój. Rzadko się zdarza, żebym znał termin i rywala na trzy miesiące przed walką. Benavidez wydaje się być bardzo niewygodnym rywalem, bo to on narzuca innym swój styl. Sama siła na pewno na niego nie wystarczy, ale nie mogę też z nim boksować technicznie i bawić się w bokserskie szachy. To będzie bitka - zapowiada nowy champion World Boxing Council w rozmowie z "Za Ciosem".
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, by wrócić do Polski z trzema mistrzowskimi pasami. Mam już w domu na nie przygotowane specjalne miejsce. Chcę po prostu pokazać w tej walce najlepszą wersję siebie - dodał Cieślak.

Trudno nie lubić Cieślaka, bo to Hannibal Lecter podczas face to face, ale też w ringu, a i wydaję się w porządku człowiekiem. Faworytem nie jest patrząc na ostanie pojedynki, bo i tych u niego zabrakło, choć to też może być jego atut. Na myśl w pierwszej kolejności przychodzi Jan Błachowicz, który wrócił do oktagonu UFC po dwóch latach przerwy i dał bardzo równe starcie (gdzie w sumie też mógł być ogłoszony zwycięzcą) z przyszłym mistrzem tej federacji (dwie walki później). Tak więc pozostaje trzymać kciuki, za dobrą walkę, a finalnie ostateczną wygraną.

Jak powiedział Szpilka, Cieślak to morderca o twarzy mordercy. Natomiast, rzeczywiście prywatnie wygląda na bardzo przyzwoitego człowieka. Benavidez jest dużym faworytem. Pewnie wszyscy, poza Polską, uważają ten pojedynek za formalność. I mam nadzieję, że się przejadą. To jedna z tych walk, gdzie pozostaje tylko zacisnąć kciuki i dopingować naszego. Niespodzianka nie wykluczona, ale byłaby chyba jeszcze większa niż przy ostatnim pojedynku Knyby.
