Ryan Garcia obronił pas WBC wagi półśredniej
Ryan Garcia (26-2, 21 KO) zapowiadał nokaut do końca piątej rundy. Skończył Conora Benna (25-2, 14 KO) już w drugiej, broniąc po raz pierwszy pas WBC wagi półśredniej.
Brytyjczyk od razu ostro ruszył do ataku, ale już w 10. sekundzie nadział się na kontrę lewym sierpowym, a po kolejnych dziesięciu zainkasował kolejny lewy sierp. Pokazał jednak, że szczękę ma bardzo twardą, bo w końcówce bez zmrużenia oka przyjął również prawy podbródek.
Na początku drugiej rundy "KingRy" huknął prawym podbródkiem, a Benn wciąż nacierał. Wydawało się, że nic nie może go zranić... Minęło jednak kilkadziesiąt sekund i cofający się Garcia strzelił prawym sierpowym na szczękę - tym razem już skruszył szczękę Anglika. Benn ciężko padł na matę i z trudem się podniósł. Sędzia puścił walkę, ale za moment ją przerwał, gdy obrońca tytułu zasypywał pretendenta lawiną - nie zawsze celnych - ciosów.

Spodziewałem się wygranej "KingRy", ale raczej przez kumulację, w okolicach 8-9 rundy. Myślałem, że nawet jemu ciężko będzie położyć jednym ciosem Benna, ale bombka tam jest w obu rękach. A w półśredniej jest po prostu lepszy niż w 61,2 i 63,5 kg.

Wygrał przed czasem i to nie jest zaskoczenie, ale że tak szybko już tak. Walka ostra od pierwszego gongu i w sumie sędzia oszczędził Bennowi zdrowia nie postarzając go zbytnio tą walką.

Nie śledziłem uważnie walk Garcii, ale widziałem kilka Benna i uważałem go za 'ostrego' gościa i trochę naiwnie sądziłem, że po prostu przełamie Garcię. Nawet na tym skrócie widać było jednak różnicę i rozmiaru i - jak to podkreslali eksperci - umiejętności bokserskich. No cóż, welter jest nadal ciekawa, Benn ma nadal fajne walki do zrobienia.
