Damian Knyba pokonał Andy'ego Ruiza Jr
Damian Knyba (18-1, 11 KO) dał najlepszą walkę w dotychczasowej karierze i zaskoczył Andy'ego Ruiza (35-3-1, 22 KO), kończąc mu prawdopodobnie dużą i poważną karierę.
Pierwsze cztery rundy wyraźnie na korzyść Polaka, który wykorzystywał swoje warunki fizyczne, wzrost i przede wszystkim zasięg ramion. Uruchomił nogi, boksował lewym prostym i kradł kolejne odsłony. Potem delikatnie do głosu zaczął dochodzić dawny champion, aż w siódmej rundzie Knyba trafił mocnym prawym, wydłużył akcję o sześć kolejnych ciosów i faworyt ciężko runął na matę ringu. Ledwo zdołał podnieść się na osiem, wciąż był mocno zraniony, ale sędzia ringowy "pomógł" bardzo długim liczeniem. Ostry zryw w rundzie siódmej i ósmej sprawił, że w dziewiątej Damian chyba trochę przytkało. Przez moment wydawało się, że Ruiz może to jeszcze odwrócić na swoją korzyść, ale w dwóch ostatnich starciach Knyba złapał drugi oddech i przypieczętował - wydawać by się mogło - swoje zwycięstwo. Tymczasem punktacja pokazała, że być może uratował końcówką wygraną.
Sędziwie punktowi również robili co mogli, bo choć Polak wygrał jednogłośnie, to dwóch z nich typowało zaledwie 114:113. Trzeci punktował już poważniej - 117:110.

Trzymał go lewym jak na zmyczy. W 5 czy 6 zachwiał Andym, ale wtedy to było mało widoczne a po nokdaunie cwaniakował potrząsając prawą:)

Bardzo ładnie, Knyba zrobił dokładnie to co powinien - praca nóg i trzymanie dystansu, tak aby Ruizowi nie pozwolić na uruchomienie największego atutu. Brawo i dla Damiana i dla sztabu że nie kombinowali nadmiernie Wygrał Knyba tak wyraźnie że mimo ie się mocno starali go zwałować to nie dali rady.

Knyba monotonny niczym praca na taśmie:) ale to był sposób na Ruiza i przejaw inteligencji ringowej Polaka i nawet był bardzo blisko skończenia Meksykanina, bo i parę sekund więcej, a ten ostatecznie padłby jak kłoda. Krótko mówiąc perfekcja w prostocie i jest udowodniony potencjał.

Zwracam honor i przepraszam. Inaczej to prognozowałem bedąc przekonanym, że Ruiz pożre Damiana. Szacun, szacun, szacun dla Knyby. Ta akcja z knockdaunem w 7 siódmej godna wielkiego mistrza. Jestem ciekaw kolejnego rywala.

Rico Verhoeven, albo Kingsley Ibeh. Na żadnego z nich bym się nie obraził.

@Puncher48 "i nawet był bardzo blisko skończenia Meksykanina" - ringowy nie dość, że łapał za ręce Knybę uniemożliwiając mu zadawanie ciosów, mimo że Ruiz stał jeszcze, to i potem liczył tak że, jak ktoś skomentował, po 8 dał Ruizowi tyle czasu że ten spokojnie by burrito ojebał

Jakby na to nie patrzeć, niespodzianka jest. Największa chyba dla Ruiza i dla Hearna. Mimo całej kurtuazji wobec Knyby, tego to się nie spodziewali. Najwyraźniej wiara Punchera48 dodała Damianowi sił i poniosła go do zwycięstwa. W tym momencie jest pytanie czy walka Knyby z Meyną ma teraz sens. Wydaje się, że nie. Lepiej, żeby poszli oddzielnymi ścieżkami. Może w przyszłości - o jakiś tytuł. Chyba, że teraz byłby to poważny eliminator, do poważnego pasa.

Tak, Knyba i Meyna są teraz w zupełnie innych miejscach, chociaż w Boxrecu dzieli ich tylko 8 miejsc. Po porażce Torreza i zatrzymaniu karier Andersona i Dżałołowa w tym momencie Knyba jest numerem 1 Top Rank. Jego widoki na duże walki są zupełnie inne niż Meyny, chociaż ten drugi mam nadzieję też się stopniowo dobije do walk z topem, chociaż w jego wypadku jest jeszcze kwestia zdania testów. Meyna jak kogoś nie skończy w 1 rundzie to potem ma duży problem, nawet z bokserami z dalekiego zaplecza (Wach, Garcia obecnie w 4 setce boxreca; wcześniej Twardowski). Meyna jak trafi na kogoś twardego kto sie nie przewróci od razu, a przy tym potrafi boksować na poziomie top 50, to serio nie widzę tego.
