Wardley: Powinienem ostrzej zaatakować - Dubois: On nic nie zmieni
- Zero wymówek, ten rewanż to nowy rozdział mojej kariery - mówi Fabio Wardley (20-1-1, 19 KO), który stracił pas WBO na rzecz Daniela Dubois (23-3, 22 KO), ale już 17 października stanie przed szansą odzyskania tytułu mistrza świata wagi ciężkiej.
- Po porażce można przecież wrócić, co udowodnił mój rywal. On też przegrał, ale wrócił i po raz drugi został mistrzem świata. Porażkę zawsze trudno przyjąć, ale tamten pojedynek dał mi powód do różnych refleksji i przemyśleń. Są pewne aspekty, które musimy zmienić, uporządkować, i właśnie to robimy podczas tego obozu przygotowawczego. Miałem go zranionego, dwukrotnie liczonego, w dodatku już na samym początku potyczki, przez co poczułem się zbyt zrelaksowany, zbyt pewny siebie. Położyłem go raz na deski, potem drugi raz i wydawało mi się, że potem przyjdą następne nokdauny, dlatego też nie nacisnąłem pedał na gaz i trochę wypuściłem okazję, którą miałem. Stałem się trochę ofiarą własnego sukcesu. Niepotrzebnie skupiłem się na tym, by znów poprawić prawym sierpowym i skończyć walkę nokautem. Kiedy miałem go zranionego, powinienem na niego mocniej usiąść i ostrzej zaatakować - kontynuował były już champion.
- Aktywowałem natychmiast klauzulę rewanżową i chciałem go najszybciej jak to tylko możliwe. Tym razem to ja znokautuję jego - zapewnia Wardley.
- On nic nie zmieni, nie pokaże nic nowego. Ma swój styl i na pewno go nie zmieni. Wyjdzie do ringu agresywnie, będzie twardy i ambitny, ale mam na to odpowiedź. Załatwię go w jeszcze lepszym stylu niż poprzednio. Będę jeszcze lepiej przygotowany i znów gotowy na ringową wojnę. Muszę być bardziej precyzyjny i jeszcze bardziej podnieść sobie poprzeczkę. Wyjdę do ringu jako mistrz i pokażę swoją wartość, umiejętności i potwierdzę, że zasługuję na to mistrzostwo - ripostuje Dubois.
