Callum Smith poleci do Rosji na walkę z Dmitrijem Biwołem
Gustavo Olivieri, prezydent World Boxing Organization, potwierdził, że ekipy Dmitrija Biwoła (25-1, 12 KO) oraz Calluma Smitha (31-2, 22 KO) doszły do porozumienia, a przetarg został skasowany.
Brytyjczyk to dla Rosjanina - mistrza WBA/IBF/WBO wagi półciężkiej - obowiązkowy challenger z ramienia ostatniej z tych federacji.
"WBO z szacunkiem oddaje stronom kwestię formalnego ogłoszenia daty, miejsca i szczegółów wydarzenia w odpowiednim czasie" - czytamy w oświadczeniu. Ale tak naprawdę wszystko już wiemy, tylko nieoficjalnie.
Rosyjskie pieniądze skusiły Smitha i promującego go Eddiego Hearna. Choć w grę wchodziły trzy lokalizacje, Biwoł do obrony swoich mistrzowskich pasów podejdzie 12 grudnia w Jekaterynburgu. Wieczór zorganizuje grupa RCC Promotions. Dodajmy, że dla mistrza to już druga z rzędu walka w tym mieście. Pod koniec maja pokonał tam pewnie Michaela Eiferta, którego z kolei narzucała federacja IBF. Ot takie obowiązki mistrza...

Idealny scenariusz dla Biwoła, najpierw był słabo znany Eifert( który niespodziewanie ograł Pascala), teraz Smith, który zapewne dostanie bęcki, w międzyczasie zabiegi kosmetyczne(usprawniające Rosjanina). A finalnie nadszarpnięty już zębem czasu Beterbijew, jako dopięcie ich mocnej trylogii, chyba że Artur niczym Messi na ostatnich mistrzostwach świata w piłce nożnej pokaże nobliwego pazura:)
