Żanibek Alimchanuli obowiązkowym pretendentem do pasa WBO
Kiedy Żanibek Alimchanuli (17-0, 12 KO) wpadł na dopingu, federacja IBF od razu pozbawiła go tytułu, ale WBO pozostawiła na tronie. A teraz, gdy Kazach zapowiedział pójście w górę, władze World Boxing Organization uczyniły go obowiązkowym challengerem w limicie 76,2 kilograma.
Mistrzem WBO od maja pozostaje Hamzah Sheeraz (24-0-1, 19 KO). Ma już nawet na koncie jedną udaną obronę tytułu. Teraz WBO narzuca mu obowiązkową obronę z Alimchanulim, który całą karierę spędził w dywizji średniej i pauzuje już od ponad szesnastu miesięcy.
Obie strony dostały od WBO 20 dni na negocjacje. Jeśli nie dojdą do porozumienia, organizatora walki wyłoni przetarg.
- Nie mogę się już doczekać tej walki. Wkrótce zostanę mistrzem świata w drugiej kategorii - zaciera ręce Kazach.

Słusznie i nie słusznie z jednej strony Sheeraz i jego ostatni rywale, w tym słaby występ, z drugiej "świecący" jeszcze niedawno Alimchanuli, ale już w nowej dywizji. Patrząc bez tych otoczek, walka pierwsza klasa i powinno być to mocne starcie, a przecież takich oczekujemy od obu pięściarzy.

Super gdyby doszło do tej walki. Hamza dostałby bardzo poważny test i moim zdaniem mógłby realnie dostać nie tylko porażkę, ale i KO. Chociaż zgadzam się, że doping kładzie się cieniem na postaci Kazacha i ciężko trzymać za niego kciuki, ale po ciągnięciu Sheeraza za uszy zwłaszcza z Adamesem chyba wybrałbym Żanibeka.
