Gasijew zastopował Kadiru
Murat Gasijew (34-2, 27 KO) pokonał przed czasem sprowadzanego w zastępstwie Petera Kadiru (23-2, 13 KO) i po raz pierwszy obronił skutecznie pas WBA wagi ciężkiej.
Panowie od początku stanęli blisko siebie i wymieniali ciosy w półdystansie. Obrońca tytułu w pierwszej rundzie polował głównie prawym hakiem na żebra. W drugiej podkręcił tempo, szukał już prawego sierpa na górę, a czasem, po zwodzie, bił lewym hakiem, szukając wątroby pretendenta.
Kadiru starał się odpowiadać cios za cios, jego ciosy nie miały jednak takiej wymowy. W trzecim starciu Gasijew bił już prawym sierpowym ze złymi intencjami, ile fabryka dała, i wydawało się, że w dwóch momentach było już blisko nokdaunu. Niemiec dzielnie stał na nogach, choć całkowicie oddał już inicjatywę championowi. Po przerwie Kadiru próbował coś zmienić, wydłużał serie, zmieniał pozycję na mańkuta, lecz problem polegał na tym, że jego ciosy nie raniły, podczas gdy uderzenia Gasijewa bolały. Ale minęły kolejne trzy minuty i choć obraz potyczki się nie zmieniał, to mistrz był chyba momentami zdziwiony, że jego ciosy jeszcze nie złamały challengera.
Od początku szóstej rundy Gasijew podkręcił tempo, kilka razy uderzył po dole, w końcu mając przeciwnika w narożniku strzelił najpierw prawym podbródkowym, od razu poprawił mocnym lewym sierpowym i trener Kadiru dał znać sędziemu, że przerywa pojedynek. Niemiec nie przewrócił się ani razu, ale nokaut zbliżał się wielkimi krokami...

Jak ktoś będzie chciał się z Gasijewem pobić, to będzie w tarapatach, wciąż jednak wydaje mi się, że za bardzo człapie i każdy, kto potrafi przyjąć i ma dobre nogi, sprawi mu problemy.

W tej walce Gasijew wyglądał naprawdę dobrze. Jego nogi to oddzielny temat i tu już pewnie nic się nie zmieni do końca jego kariery. Z drugiej strony to HW, a nie każdy jest Usykiem lub Itaumą. W sumie tragedii nie było. Natomiast pokazał szybkie ręce i ciosy składane w ładne kombinacje. Problem jest tylko taki, że to wyglądało dobrze na tle przeciwnika który zawiesił poprzeczkę na określonym poziomie. A ta poprzeczką była zawieszona na wysokości maty ringu. Kadiru nie pokazał nic, może poza odpornością na ciosy. Choć mam wrażenie, że Murat nie bił z pełną mocą, bardziej nastawiając się na technikę i kumulację. Chwilami wyglądało to tak jakby bez wysiłku i na luzie obijał worek treningowy. Inna kwestia, że nawet wtedy jego ciosy mają swoją moc.

Kadiru nawalił. Mógł więcej tańczyć na nogach. Miał większe szanse w innej taktyce.

Gassijew zrobił, co do niego należało teraz może bić się z Millerem, albo Verhoevenem, świetnym rywalem byłby też Ajagba, ewentualnie unifikować z Kabayelem, albo Dubois. Myślę że każda opcja z ww. walk jest interesującym wyborem. Zgodzę się z FURMIM, że z bardzo lotnymi zawodnikami prezentującymi wysoki poziom wyszkolenia trudno go widzieć jako faworyta.

Ładnych parę lat temu Gasijewa widziałem bardzo blisko topu HW "jak tylko się wyleczy" i obecnie on faktycznie jest #4 na boxrec, ale realnie nie wiem, czy wchodzi do top10. Trzeba jednak pamiętać tę walkę z Wallinem, która mnie bardzo negatywnie zaskoczyła, a raczej mówi więcej niż teraz ten Kadiru - bardzo rozczarowujące zastępstwo. Spoko Murat pokazał naprawdę szybkie ręce i świetne kombinacje, no i widać, że ma moc. Co do reszty zgadzam się, że z lotniejszymi bokserami z topu będzie miał problem, ale także z tymi co potrafią przyjąć i oddać mocniej (Bakole, Zhang).
