Mariusz Wach: Sparowałem z Furym, nie boję się go
- Przegrałem ostatnio kilka walk, zrobię jednak wszystko, aby pokrzyżować plany promotorom i nie dopuścić do walki Fury'ego z Joshuą - zapowiada Mariusz Wach (39-13, 20 KO), który 24 lipca w Tajlandii skrzyżuje rękawice ze sławnym Tysonem Furym (35-2-1, 24 KO).
Mało kto daje szanse polskiemu pięściarzowi, ale doświadczony olbrzym wierzy, iż tą jedną walką odwróci tory swojej kariery. Przypomnijmy bowiem, że Fury ma już wstępnie dogadaną potyczkę z Anthonym Joshuą (29-4, 26 KO) pod koniec roku. Ewentualna wygrana "Wikinga" otworzyłaby mu wiele furtek, ale przecież czas trudno oszukać, a Mariusz niedługo skończy 47 lat.
- Wyobrażam sobie, że to będzie najtrudniejsza walka w mojej karierze i tak ją traktuję. Dlatego trenuję bardzo ciężko. A moim zdaniem Tyson nie będzie przygotowany na nią w stu procentach. On już jest myślami przy walce z Joshuą. Trochę liczę na to, że skupi się na kręceniu kolejnej serii dokumentu o swojej rodzinie, nie będzie idealnie przygotowany, a jeśli tak się stanie, wówczas zamierzam to wykorzystać - kontynuował były pretendent do mistrzostwa świata królewskiej kategorii. Przegrał jednak na punkty z Władimirem Kliczką w listopadzie 2012 roku.
- Tyson to świetny zawodnik, według mnie wciąż należący do najlepszej trójki obecnej wagi ciężkiej. Ma dobre nogi i balans tułowiem, jest szybki, dynamiczny i silny fizycznie. Walka z nim to prawdziwy zaszczyt, bo on przecież mógł wybrać dowolnego pięściarza, a wybrał mnie. Mam dla niego sporo szacunku, ale w żaden sposób się go nie obawiam. Kilka lat temu sparowaliśmy i nie ukrywam, że był jednym z tych zawodników, z którym od dawna chciałem najbardziej się zmierzyć - zakończył Wach.

Wreszcie będziemy mieli mistrza świata :).

O czym ten Wach gada? No rozumiem, że coś musi mówić, ale litości...Fury go pokona nawet bez formy.

"Wreszcie będziemy mieli mistrza świata" nie tak szybko... jak pokona Tysona, to potem starcie z Prengą ;))
