Usyk zastopował Verhoevena w końcówce walki
Rico Verhoeven (1-1, 1 KO) dał Aleksandrowi Usykowi (25-0, 16 KO) być może najtrudniejszą walkę w karierze, poległ jednak w samej końcówce.
Wielki Holender - zgodnie z oczekiwaniami - zaczął ostro, szukając szansy w bombie z prawej ręki. Niekonwencjonalny sposób poruszania się i wyprowadzania ciosów sprawił, że Ukrainiec pierwszą rundę przeznaczył na przeczytanie rywala i sprawdzenie, na co go stać i jak mocno bije? Po przerwie Verhoeven wciąż nacierał, momentami chaotycznie, zaś Usyk zaczął łapać go na kontry. Ale jeszcze bez złych intencji, z zabezpieczeniem defensywy. Legenda kickboxingu poza warunkami fizycznymi oraz siłą miała jeszcze jedną przewagę, tzw. "brudny boks". W klinczu był nawet lepszy od Usyka, który wszystko kontrolował, ale czuł respekt przed siłą rażenia przeciwnika. I momentami oddawał inicjatywę.
Nieco podrażniony mistrz bokserski w czwartej rundzie podkręcił tempo, wrzucił wyższy bieg, wydłużył kombinacje z obu rąk, ale Holender udowodnił, że potrafi sporo przyjąć. A starał się przy tym odpowiedzieć czymś mocnym. Ruchliwy na nogach Verhoeven wrócił do gry w kolejnej odsłonie, choć wydawało się, że Usyk zaczyna powoli łapać swój rytm. Na półmetku Aleksander zaczął wywierać pressing, jednak wciąż bez większych szkód po drugiej stronie. Mało tego, Verhoeven wygrał siódme starcie. Trafił w wymianie bardzo mocnym lewym sierpowym i prawdopodobnie wielu zawodników z czołówki mogłoby zapoznać się z deskami. Ukrainiec jednak przyjął to bez oznak kryzysu. W ósmej rundzie Holender trafił prawym sierpowym i ruszył po nokaut. Przez kilka sekund zapachniało sensacją, ale Usyk szybko opanował sytuację. Oddał natomiast kolejny punkt. Mistrz szermierki na pięści wydawał się podirytowany i coraz bardziej zaczynał się śpieszyć. Ale w dziewiątej odsłonie, tak jak w poprzedniej, nie miał specjalnie pomysłu na ruchliwego, dużego, silnego i zmotywowanego olbrzyma z Holandii.
Dopiero w końcówce dziesiątego starcia Usyk kilka razy czysto trafił. Problem w tym, że na Verhoevenie te ciosy ani nie zrobiły większego wrażenia, ani nie wykazywał oznak zmęczenia.
Gdy wydawało się, że będziemy świadkami największej sensacji od czasu porażki młodego Tysona z Douglasem, w końcówce jedenastego starcia krótki prawy podbródek Usyka posłał dzielnego pretendenta na deski. Sędzia policzył do ośmiu i puścił walkę. Ukrainiec doskoczył mocnymi sierpami z obu rąk, władował w rywala kilka mocnych ciosów, a równo z gongiem na przerwę sędzia zatrzymał pojedynek, ogłaszając wygraną championa przez TKO.

Fury zlekceważył trochę Ngannou i omal nie poległ, teraz Usyk myślał, że mając parę kg więcej szybko wymęczy Rico i prawie też się przejechał. Nawet GROMDA pokazuje, że kickbokserzy to twardziele.

Dobrze go ustawili, długie z dystansu po doskoku, cały czas ruch, nawet trochę przypominał karykaturę Usyka.

Ale jakiś wolniejszy był Usyk niż zwykle, może za ciężki...

To coś co oglądaliśmy w ringu to tragedia i katastrofa. Organizatorzy przesadzili. Chaotycznie atakujący Verhoeven z wysuniętą głową, która była tak łatwa do trafienia jak dwumetrowa tarcza z odległości 10 metrów dla snajpera z karabinem snajperskim. I Usyk dbający o to by nie wyprowadzać ciosów, bo jeszcze przypadkiem trafi i znokautuje przeciwnika nie wtedy kiedy trzeba. A jeśli już coś wyprowadzi to nie trafia, choć dla Niego trafić Rico jest łatwiej niż worek bokserski. Jedyne co mnie tym wszystkim interesuje, to czy był to pomysł Usyka /w co wątpię/ czy organizatorów, którzy w ten sposób postanowili nakręcić emocje.

"Nawet GROMDA pokazuje, że kickbokserzy to twardziele." Ale gdzie Gromda, a gdzie Usyk. "przypominał karykaturę Usyka." Właśnie tak. Aż się dziwię, że Usyk nie padł ze śmiechu. To była jedyna szansa Verhoevena. "Ale jakiś wolniejszy był Usyk niż zwykle, może za ciężki..." Wizualnie sylwetka Usyka nie wyglądała najlepiej, ale był szybki. Dla Holendra szybki jak błyskawica.
