Luca D'Ortenzi nowym mistrzem Europy wagi półciężkiej
Luca D'Ortenzi (21-4, 6 KO) sprawił nam przykrą niespodziankę, pokonał przed czasem Roberta Parzęczewskiego (35-3, 20 KO) i został nowym mistrzem Europy wagi półciężkiej.
Częstochowianin dobrze wszedł w ten pojedynek, ustawiając sobie rywala lewym prostym i sporadycznie dorzucając prawy sierp lub lewy hak pod prawy łokieć po zwodzie. Po przerwie reprezentant gospodarzy starał się zepchnąć Polaka sierpami z obu rąk. Robert nie dał sobie zrobić krzywdy, zbierał te akcje na blok, choć momentami za bardzo oddawał inicjatywę rywalowi. W trzeciej odsłonie D'Ortenzi polował mocnym prawym sierpem, natomiast Robert konsekwentnie szukał lewego haka w okolice wątroby.
- Pamiętaj, że bijesz się na wyjeździe - mówił w przerwie trener Grzegorz Krawczyk. Kolejne trzy minuty również wyrównane. Co prawda Parzęczewski bił na większym procencie, ale przeciwnik bił po prostu więcej. Piątą rundę trzeba zapisać na konto Włocha, który choć bił chaotycznie, często niecelnie, to grał w swoją grę. Zaczęła mu za to lekko puchnąć prawa powieka. W szóstej Robert podkręcił nieco tempo, ponawiał ataki na korpus, choć w samej końcówce pogubił się w defensywie i przy linach przyjął dwa niepotrzebne uderzenia.
Robert oddawał za bardzo inicjatywę. - Masz k***a na czworaka wracać po każdej rundzie! - podkręcał swojego podopiecznego trener Krawczyk, widząc chyba to, co my. Niestety to D'Ortenzi zmienił pozycję na mańkuta, zaczął wydłużać serie i choć wielkiej krzywdy nie robił, to zbierał małe punkty i uznanie w oczach sędziów. W dziewiątym starciu Parzęczewski trafił lewym podbródkiem, niestety przeciwnik nic sobie z tego nie robił i ponawiał ataki. Bił pewnie słabiej, ale przedzierał się przez momentami nieszczelną gardę Polaka. Taki sam scenariusz miały kolejne trzy minuty i wydawało się, że Robert musi zapolować na nokaut.
Niestety na starcie jedenastego starcia to on poleciał na deski. D'Ortenzi trafił prawym sierpowym na szczękę i sędzia musiał liczyć. A zaraz potem, po kilku mocnych ciosach przy linach, wkroczył do akcji i przerwał potyczkę w obawie przed nokautem.

Wyglądało to trochę tak, jakby Robertowi brakowało paliwa i nie mógł rwać tempa. A to przecież Włoch miał kłopoty z kilogramami.

Dobra walka, choć szkoda że tak się skończyła, ale z każdą rundą małymi krokami do tego to zmierzało, zabrakło elementu zaskoczenia, nieszablonowości, obrona zbyt pasywna i to raczej Parzęczewski wyglądał jakby miał problem z wagą, a nie Włoch. Wyszła z tego weryfikacja innymi słowy, bo i nie każdy będzie mistrzem, a jak wiadomo ten zazwyczaj jest jeden.

"...bo i nie każdy będzie mistrzem, a jak wiadomo ten zazwyczaj jest jeden" ważna uwaga i często tu zapominana, z czego wynika brak szacunku dla bokserów nie będących aktualnie na topie (typu top3). Nawet jeśli w boksie mistrzów może być i pięciu, to nadal jest ich kilku, a reszta stawki to kilkuset jak nie 1000 boskerów o bardzo zróżnicowanych umiejętnościach. Parzęczewski np. po tej porażce nawet jest #88 w LHW, to jest nadal top100, czyli w czołowych 5% bokserów zarejestrowanych w boxrecu w tej wadze.

Kibic identyfikuje się z zawodnikiem, a wiadomo, nikt nie lubi przegrywać :)

Ale siara, dostać w pape od anonimowego waciaka. Robert nigdy wirtuozem nie był ale taka porażka to totalny blamaż. Przykry jest stan naszego boksu
