Robert Parzęczewski: Nie mam obaw, wierzę w wygraną
- Jestem gotowy na wszystko, wiem co potrafię i jak wykorzystać swoje umiejętności. I nie ma znaczenia, że walczę z Włochem na jego terenie. Chcę zdobyć ten tytuł - mówi Robert Parzęczewski (35-2, 20 KO) przed dzisiejszą walką z Lucą D'Ortenzim (20-4, 5 KO) o wakujący tytuł mistrza Europy wagi półciężkiej.
- Jakie emocje towarzyszą doświadczonemu bokserowi przed najważniejszym pojedynkiem w karierze - o Mistrzostwo Europy?
Walka to walka, mam robotę do zrobienia i tyle. Tak sobie wszystko w głowie poukładałem, że identycznie nastawiony jestem na każdego rywala, i na mistrza, i na jakiegoś przeciętniaka. Nie robi na mnie wrażenia stawka pojedynku, tak samo podchodziłbym do walki po powrocie na ring np. po kontuzji. A moim jedynym wrogiem jestem sam ja i moje myśli.
- Jakie są myśli przed piątkowym starciem?
Pozytywne i tylko takie. Za mną dwa obozy treningowe, wiele rund sparingowych, mnóstwo to wszystko kosztowało, ale warto inwestować w siebie. Zrobiłem tyle, ile mogłem, nie mam sobie nic do zarzucenia. Dziś cieszę się, że mam zdrowie, waga fajnie zeszła i już jestem gotowy na oficjalną ceremonię ważenia.
- Jak upłynęły przygotowania, dodajmy długie przygotowania, bo zmienił się termin walki?
Sporo już zobaczyłem w boksie i nic mnie nie zdziwi, ani nie rozczaruje. Nie wyprowadzi też z równowagi. No cóż, dwa razy byłem gotowy, dwa razy mogłem wejść i boksować, ale walka jest tylko jedna i tylko jedna będzie nagroda. Po drodze był mały problem, bo przyplątał się wirus i miałem krótką przerwę, lecz już od dawna wszystko w porządku. Zrobię wszystko, aby z pasem wrócić do Polski i rodzinnej Częstochowy.
- To co było przygotowane na początek kwietnia, trzeba była powtarzać w ciągu ostatnich tygodni?
U mnie też tak jest na co dzień, czyli po planowanej walce krótka pauza i wracam od początku do pracy. Najważniejsze, że mogę rano wstać, cieszyć się zdrowiem i życiem, a boks jest moim priorytetem. Jako promotor czy menedżer można działać bardzo, bardzo długo jak Bob Arum, ale będąc pięściarzem trzeba wykorzystać znacznie krótszy czas.
- Jak przystało na walkę o pas EBU, miałeś nowych, jeszcze mocniejszych sparingpartnerów?
Wiadomo, że rynek pięściarski w naszym kraju nie jest łatwy, dlatego mój budżet też miał swoje ograniczenia. Nie zamierzam się żalić, bo miałem dobre sparingi ze sprawdzonymi zawodnikami, jak np. Wiktor Budzyński, Klemens Szczepaniak i Kajetan Kalinowski.
- Kto w ringu najczęściej wcielał się w postać Luki D'Ortenziego?
To nawet nie chodzi o to, aby ktoś jeden do jednego naśladował włoskiego rywala. Bo jak wiem, co robić w ringu, wiem na co mnie stać i co potrafię. Nawet jeśli Luka wejdzie na swoje wyżyny to będzie za mało... Nie zrobi na mnie wrażenie, choć doceniam go jako sportowca. Co do sparingów, wszyscy coś ważnego dołożyli do moich przygotowań. Wiktor jest zbliżony wagowo do D'Ortenziego, który jest przecież pięściarzem kategorii cruiser i normalnie waży 10 kg więcej ode mnie. Klemens nie cofa się, idzie do przodu jak Włoch. Krystian jest inny stylowo, jednak to też dobrze, bo gdyby D'Ortenzi nagle zmienił taktykę i zaczął pracować na nogach to także będę gotowy.
- Jakiej klasy to jest rywal?
Zawodnik solidny, klasy europejskiej, starszy, wyższy i cięższy. Wygrał 20 pojedynków, 4 przegrał, ale żadnego przed czasem. Ma w dorobku pas EBU Silver plus kilka innych. Ale na papierze to tylko paski, a w moim przypadku - cyfry. Nie będzie miało to znaczenia w piątek, a liczyć się będzie wynik końcowy i kogo ręka powędruje do góry. Istotne jest to, co się wydarzy w ringu, a nie czy mieliśmy dobre sparingi, albo nie było ich w ogóle.
- Jesteś w Guidoni koło Rzymu. Tutaj widać, że jutro odbędzie się duża gala bokserska?
Niestety, nie zauważyłem przesadnej promocji wydarzenia. Ba, może pojedyncze plakaty w pobliżu hali. Ale będąc na spacerze rozpoznało mnie kilku Włochów i zaczęło krzyczeć "Robert, Robert". Tak więc mój sztab już się nie dziwi się, kiedy zapowiadam, że mam tutaj swoich kibiców...
- Walka wyjazdowa to coś, na co czekałeś. Ale muszą być też pewne obawy?
Nie mam obaw, wątpliwości itp. Wierzę, że wygram i czekają mnie następne walki wyjazdowe na coraz lepszych warunkach. Chcę walczyć z jak najlepszymi, bez względu na to czy mam się udać do Kanady czy Anglii. Zamierzam wykorzystać lata sportowej kariery.
- Historia pokazuje, że na włoskim ringu można wygrywać, najlepiej przed czasem.
To nie będzie slogan - dam z siebie wszystko i pokażę w każdej rundzie, że jestem lepszy. Muszę zwyciężać zdecydowanie, by sędziowie nie mieli wątpliwości, mimo że oceny mogą być różne... Jeden zobaczy boksera zadającego bardzo dużo ciosów i już to doceni, drugi uzna, że zadałem pięć mocnych ciosów, które weszły i to go przekona, inny z kolei będzie pod wrażeniem działań w defensywie. Na koniec walki muszę mieć pewność, że zrobiłem maksa, a później w hotelu z wysoko podniesioną głowę spojrzę w lustro!
- Kto jest w sztabie w Italii ze sztabu?
Tradycyjnie grupa sprawdzonych ludzi, tj. Grzegorz Krawczyk główny trener oraz Marcin Gandyk, Ireneusz Cholewa i Łukasz Toborek. Na walce będzie też promotor Mariusz Grabowski z Tymexu.
Transmisja gali już dziś na antenach TVP Sport. Początek od 22:05.
