Kto następny dla Usyka po Verhoevenie?
Już w sobotę Aleksander Usyk (24-0, 15 KO) spotka się z Rico Verhoevenem (1-0, 1 KO), legendą kickboxingu. Potem jednak będzie zobligowany do obowiązkowych obron WBC, WBA i IBF. Swoją wizję na przyszłość Ukraińca ma David Haye.
"Hayemaker", podobnie jak potem Usyk, najpierw został uznany za najlepszego zawodnika kategorii cruiser, a potem podbił wagę ciężką. Z tą tylko różnicą, że Aleksander w obu limitach został bezdyskusyjnym championem. Anglik ma nadzieję, że po sobotnim występie w Egipcie Usyk w kolejnym występie spotka się z Deontayem Wilderem (45-4-1, 43 KO).
"Brązowy Bombardier" na początku kwietnia pokonał w Londynie niejednogłośnym werdyktem sędziów Dereka Chisorę i niespodziewanie wrócił do gry w królewskiej kategorii. Niewykluczone, że mistrz WBC/WBA/IBF postawi właśnie na niego, ale to będzie groziło utratą kolejnego pasa.
- Usyka można byłoby spokojnie wystawiać naprzeciw takich mistrzów sprzed lat jak Tyson, Holyfield czy Lewis. On dorównuje tym najlepszym i na każdego z nich mógłby znów znaleźć sposób. Pokonał każdego zawodnika w swojej erze, trudno więc nie być fanem i kibicem kogoś takiego jak on. Ja byłem dobry, ale żeby być najlepszym, musiałbym pokonać Fury'ego i obu braci Kliczko. Być może moja era była nieco lepsza niż ta obecna, ale kogo tak naprawdę to obchodzi? Liczą się fakty, a fakty są takie, że Usyk pokonał wszystkich mistrzów kategorii cruiser, a potem ciężkiej. Wykonał kapitalną robotę. Teraz stoczy łatwiejszą walkę, ale jeśli ktokolwiek w historii miałby podejść do takiej walki za wielkie pieniądze, to nikt inny nie zasłużył na nią bardziej niż właśnie Usyk. Przeszedł najtrudniejszą z możliwych dróg. Gdybym miał mu doradzać, to po Verhoevenie zabrałbym się za Wildera, bo to ostatni "na papierze" wielki zawodnik z jego ery, którego jeszcze nie ma na rozkładzie. Za pięćdziesiąt lat nikt już nie będzie pamiętał, że Wilder dopiero co walczył o życie z Chisorą, będzie pamiętana tylko jego marka i sława. W przypadku Usyka to jedyne nazwisko do odhaczenia - uważa Haye.

Androny najwyższych lotów i złota malina w boksie:), a już to: "Być może moja era była nieco lepsza niż ta obecna..." to pomroczność jasna światowego pięściarstwa. Co nie zmienia faktu, że w erze Lewisa/Holyfielda i turbulentnego Tysona byłoby co oglądać i Usyk miałby wiele do powiedzenia, natomiast moim zdaniem braci Kliczków by ograł w ringu, a o reszcie to nawet nie ma co dyskutować. Starcie z Wilderem mile widziane z punktu widzenia CV, bo i ładnie się to będzie czytało za parę lat.
