Errol Spence uporał się ze swoimi demonami
Niemal w trzecią rocznicę ostatniej walki między linami w końcu zamelduje się Errol Spence Jr (28-1, 22 KO). Ale on już wygrał, poza ringiem, mierząc się ze swoimi słabościami.
W kuluarach słychać było, że dawny król wagi półśredniej lubi się zabawić, a za kołnierz nie wylewa. On wszystkiemu zaprzeczał, teraz jednak przyznaje, iż z pewnych rzeczy zrezygnował i jest dziś szczęśliwszym człowiekiem.
- Miałem sporo wad, na szczęście sobie z nimi poradziłem. Na przykład nie piję już alkoholu. Stałem się bardziej rodzinnym człowiekiem i spędzam z najbliższymi więcej czasu niż dawniej. A jeśli nie jestem z nimi, to zobaczycie mnie albo na sali treningowej, albo w jakiejś podróży. Czuję się odmłodzony, ta przerwa pomogła mi zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Wciąż mam bardzo dużo do zaoferowania i wszystko to pokażę podczas najbliższej walki. Na pewno wiele osób wątpi w moje słowa, to nawet zrozumiałe, ale dziś jestem w dużo lepszym miejscu niż kiedyś - zapewnia Spence Jr.
Przypomnijmy, że Amerykanin wraca do akcji 25 lipca w Australii. Jego rywalem będzie inny były champion, Tim Tszyu (27-3, 18 KO). Pojedynek zakontraktowano w umownym limicie 71,65 kilograma.

Jego powrót wydawał się trochę bez sensu. Tak, żeby dorobić do emerytury i zabić nudę, która wkradła się po zejściu z ringu. Tylko groziło to rozmienianiem się na drobne. Ale jeśli prawdą jest to co mówi; rzucił alkohol /pewnie były też i inne rzeczy/, odtruł się i zregenerował organizm, to może mieć to sens. Tylko, że to musi być trwałe, a nie chwilowa przerwa i powrót do starych nawyków. Jeśli wyszedł na prostą, to teraz powrót do mocnych treningów i czekamy.
