David Morrell przegrywa przed czasem
To jak dotąd chyba największa niespodzianka tego roku w boksie. Zak Chelli (17-3-1, 9 KO) nieoczekiwanie zbił przed czasem murowanego faworyta, Davida Morrella (12-2, 9 KO).
Kubańczyk od początku zyskał przewagę, ale nie boksował tak agresywnie jak zazwyczaj. To była bardziej taktyczna potyczka z krótkimi zrywami. Szeroko stojący na nogach Morrell przepuszczał większość ciosów rywala bądź zbierał je na blok, czasem jednak ambitny Chelli przedzierał się z jakąś akcją.
W piątej rundzie Brytyjczykowi zaczęła puchnąć powieka, ale pomimo tych niedogodności trafił jak dotąd najlepszym ciosem - prawym krzyżowym. Z czasem Chelli przyzwyczaił się do siły ciosu osławionego oponenta, wchodząc w nim w coraz odważniejsze wymiany w siódmej i ósmej rundzie. Jak widać nie taki diabeł straszny...
Wszystko zmierzało zgodnie ze scenariuszem do końca, aż na 20 sekund przed końcem dziewiątej rundy Chelli trafił obszernym, mocnym prawym sierpowym na skroń faworyta. Morrell zatańczył,, liny uratowały go od nokdaunu, ale te dwadzieścia sekund do przerwy to było najdłuższe sekundy w karierze Kubańczyka. W ostatniej rundzie skazywany na pożarcie Brytyjczyk rzucił się na Morrella, przez blisko dwie minuty nie potrafił dokończyć dzieła zniszczenia, aż w końcu dopadł go serią przy linach prawy-lewy-prawy sierp i ciężko znokautował!

Tego bym nie wymyślił...

No i dobrze. Za Kalajdzica i Chatajewa.
