Gala GROMDA 25 już 29 maja
To nie jest wieczorek zapoznawczy w lokalnym domu kultury. To spotkanie "gromdziarzy". Tu zapach drogiej wody kolońskiej miesza się z aromatem świeżej krwi. Różne charaktery, odmienne życiorysy pisane na marginesie kodeksu karnego, a teraz jedna wspólna droga - prosto na mały ring GROMDY.
Scenariusz jest prosty jak konstrukcja bejsbola: żadnych rękawic, żadnych sędziów z kompleksami i - co najważniejsze - absolutne zero leszczy. Tutaj wynalazki zostają w domu, żeby nie pobrudzić swoich markowych dresów. Na placu boju zostają tylko ci, którzy wiedzą, co to znaczy sztywniutko. To nie jest tylko sport, to elegancja ulicznego wp***u podana w sosie na ostro.
Oto ekipa. Poznaj artystów ulicznego wp***lu:
- SCARFACE: Mózg operacji z manierami hrabiego i pięścią jak kowadło. Zawsze w wyprasowanym dresiku, nawet gdy właśnie kogoś pakuje do bagażnika.
- ARNI: Narwany jak pitbull na amfetaminie. Sypie żarcikiem, gdy właśnie rozwalił ci nos przez pomyłkę. Nieobliczalny, cichy i szybki jak plotka na osiedlu.
- PIASEK: Spec od logistyki i eleganckiego spuszczenia wpi***lu. Zawsze ma plan B, C i granat w schowku. Kocha dobre solóweczki i szybkie rozliczenia – zwłaszcza te na gołe pięści.
- MARIO: Legenda. Człowiek, który pamięta czasy, gdy zasady znaczyły więcej niż pieniądze. Spokojny jak tafla wody, dopóki ktoś nie zapyta o jego emeryturę. Wtedy zmienia się w maszynę do mielenia mięsa.
- WASYL: Dyplomata od brudnej roboty. Ma tyle blizn, że można na nim grać w kółko i krzyżyk. Nie mówi dużo, bo wychodzi z założenia, że trzask pękających żeber to najpiękniejsza muzyka.
- ZIOMUŚ: Mały, nabity, gotowy do detonacji. Skacze do gardła każdemu, kto ruszy słabszego. Ma alergię na cwaniactwo i wielkie serce do bitki. Nienawidzi gnębicieli, ale uwielbia się napierdalać – im większy rywal, tym głośniejszy wybuch.
- LUTA: Wygląda, jakby urwał się z drzemki, a w głowie cały czas rozkminia teorie spiskowe. Budzi się tylko po to, żeby komuś wyłączyć światło. Śni o pasie mistrzowskim GROMDA, a w międzyczasie serwuje rywalom bilet w jedną stronę do krainy snu.
- LISEK: Wyznawca ulicznego wp***lu. Dla niego dym to tlen, a krew to perfumy. Nie pyta „za co”, pyta „gdzie”. Robi rzemieślniczą robotę na gołe pięści i jara się każdym pękniętym żebrem jak dziecko nową zabawką.
- DON MARIO: Złoty kajdan na szyi, garniak od krawca i ryk, który prostuje kręgosłupy. Gdy drze mordę, słońce gaśnie ze strachu. Twardy jak bruk, obity życiem człowiek z zasadami. Albo go słuchasz, albo znikasz z mapy.
