David Benavidez: Najpierw Biwoł, potem dwa pozostałe pasy w cruiser
- Wiedziałem, że będę mocny w tej walce, bo po raz pierwszy nie musiałem ścinać kilogramów. A siła zawsze była ze mną. Ranię swoich sparingpartnerów od 14. roku życia, ja się z tym urodziłem - mówi David Benavidez (32-0, 26 KO), który do mistrzostwa świata wagi super średniej i półciężkiej dorzucił właśnie pasy WBA i WBO kategorii cruiser.
"Meksykański Potwór", jak nazwał go sam Mike Tyson, zdominował i zastopował w szóstej rundzie Gilberto Ramireza (48-2, 30 KO). Kto następny? David jest konsekwentny i namierza Dmitrija Biwoła (24-1, 12 KO), championa WBA/IBF/WBO wagi półciężkiej. Rosjanin jednak najpierw musi 30 maja w Jekaterynburgu pokonać obowiązkowego challengera, Michaela Eiferta (13-1, 5 KO).
- Mówiłem to już kilka razy przed walką i znów powtórzę, wracam do wagi półciężkiej na walkę z Biwołem. Właśnie tego teraz chcę. Jeśli coś obiecuję kibicom, to potem staram się to zrobić. Oczywiście będę chciał zebrać dwa pozostałe pasy kategorii cruiser, najpierw jednak chcę zunifikować dywizję półciężką. Nie wiem, czy uda się doprowadzić do pojedynku z Biwołem już we wrześniu, bo on ma przed sobą inną walkę, zawsze może przytrafić się jakaś kontuzja i tak dalej, lecz najważniejsze jest to, że już rozpoczęliśmy pomiędzy zespołami rozmowy odnośnie naszej potyczki. Mam więc nadzieję, że nawet jeśli nie we wrześniu, to pod koniec roku uda nam się spiąć walkę z Biwołem. Bo szczerze mówiąc, nie wierzę, że walka z Canelo kiedykolwiek się wydarzy. Nie twierdzę, że się boi, najwyraźniej jednak nie ma w sobie tej pewności siebie, którą mam ja - kontynuował potrójny mistrz świata.
- Pewnych rzeczy nie można się nauczyć, to trzeba mieć w sobie. W walce z Ramirezem czasem wystawiałem się na jedno uderzenie, żeby tylko od razu odpowiedzieć pięcioma swoimi. Niewielu to potrafi, bo to nie tylko sprawa mojej szybkości, ale również charakteru do walki. Pokazałem po raz kolejny, iż jestem naprawdę złym chłopcem w ringu - zakończył Benavidez, który sam siebie klasyfikuje teraz na trzecim miejscu zestawienia P4P. Przed sobą ustawił tylko Naoyę Inoue (2) oraz Aleksandra Usyka (1).

Dla mnie Canelo przestał w siebie wierzyć po jednostronnym laniu z rąk Biwoła, bo punktacja 113:115 to jakiś ponury żart. Potem dawał już coraz słabsze walki. Wygranej nad GGG nie biorę pod uwagi, bo Gienia zgodził się już nawet na super średnią, był mocno "past prime" i ewidentnie chciał po raz ostatni dużo zarobić. Dziś Benavidez - oczywiście zakładając, że walka odbyłaby się w półciężkiej - zrobiłby czasówkę na Alvarezie.
