Erislandy Alvarez zaliczył przykrą porażkę
Ogromna niespodzianka. Erislandy Alvarez (6-1, 2 KO) nie tylko zdobył w Paryżu olimpijskie złoto, ale jawił się jako najlepszy zawodnik tamtego turnieju. Teraz właśnie doznał ciężkiej porażki.
Startujący na granicy 63,5 kilograma Kubańczyk był wyraźnym faworytem starcia z niepokonanym Jose Nunezem (18-0-2, 8 KO) i początkowo nic nie zapowiadało tragedii. Na początku drugiej rundy rzucił go na deski i po nokdaunie chciał dokończyć dzieła zniszczenia. Wtedy nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji.
Zamknięty w narożniku Nunez huknął lewym sierpowym na szczękę i było po wszystkim. Co prawda Alvarez powstał na osiem, wciąż jednak się zataczał i sędzia zatrzymał pojedynek w obawie przed ciężkim nokautem.
Nie zawiódł natomiast inny znany Kubańczyk, Lazaro Alvarez (11-0, 6 KO). Dwukrotny brązowy medalista olimpijski zastopował na początku czwartej odsłony Jacksona Furtado (12-4, 11 KO).

Alvarez walczy jak typowy kubański mistrz który przeszedł na zawodowstwo. Wydaje Mu się, że jeśli w boksie olimpijskim pokonywał wszystkich i był gwiazdą, to na zawodowstwie będzie tak samo. Ale nie jest; bo to jednak trochę inna dyscyplina i trzeba pokory i zmiany nawyków. Łomaczenko był tylko jeden. Alvarez popełnił dwa błędy: chciał szybko skończyć rywala, gdy On jeszcze nie był wystarczająco naruszony. Po drugie poszedł otwarty, bił szeroko i nie trzymał odpowiednio gardy. Bo po co, skoro jest przedstawicielem wspaniałe kubańskiej szkoły boksu. Ta szkoła jest bardzo dobra, ale na zawodowstwie nie sprawdza się tak idealnie jak w boksie olimpijskim. Trzeba ją traktować jako podstawę i coś jeszcze dołożyć. Ale gorąca kubańska głowa podpowiada co innego i mamy taki finał. Potrzeba mniej kubańskiego temperamentu, a więcej myślenia i opanowania. Pozytywnie na tym tle wyróżnia się Iglesias. Kiedy On rusza, żeby skończyć przeciwnika, to wtedy rywal już jest gotowy na skończenie. Osleys nie podpala się i idealnie wyczuwa ten moment. A nawet wtedy pilnuje się i nie zapomina o obronie. Myśli i zachowuje chłodną głowę. Dlatego Jego kariera jest w tym miejscu w którym jest, a kariery Alvareza i Morrella w trochę innym miejscu. Oczywiście nie skreślam tych dwu ostatnich, ale muszą zmienić sposób myślenia. Samodzielnie, albo ktoś ze sztabu musi Im coś wytłumaczyć. W przeciwnym wypadku wiecznie będą tylko oglądali plecy Iglesiasa.

"wspaniałej kubańskiej szkoły boksu"
