Tyson Fury wrócił ze sportowej emerytury
Tyson Fury (35-2-1, 24 KO) udanie wrócił ze sportowej emerytury, pokonał Arslanbeka Machmudowa (21-3, 19 KO), ale czy wróci na tron wagi ciężkiej? Dziś nam tej odpowiedzi nie udzielił.
Rosyjski olbrzym założył, że musi zaskoczyć nierozgrzanego przeciwnika i po pierwszym gongu od razu ruszył do ataku. Bił obszernymi sierpami, w każdy z nich wkładał ile fabryka dała, ale prawie wszystkie te ciosy pruły powietrze bądź lądowały na gardzie wycofanego jeszcze "Króla Cyganów". W połowie drugiej rundy Fury miał już wszystko pod kontrolą, przepuszczał akcje rywala i kontrował. A gdy ten stawał w miejscu, Tyson po lewym prostym szukał bomby z prawej. W trzeciej odsłonie było dużo klinczu, a nim Machmudow wydawał się kompletnie bezradny. Tyson nękał go krótkimi hakami i sierpami, a w końcówce trafił jeszcze akcją lewy-prawy.
W czwartej rundzie Rosjanin już nie atakował, a czekał na swoją szansę w jakiejś wymianie. I trafił nawet lewym sierpowym, choć nie na tyle czysto, by zranić faworyta. Wydawało się, że każda kolejna minuta będzie przybliżała Fury'ego do wygranej przed czasem, ten jednak stracił trochę rytm i wcale aż tak wyraźnie nie dominował.
- Więcej cierpliwości! - krzyczał w przerwie w narożniku Javan "Sugar" Hill. I Tyson na półmetku rozluźnił się nieco. Zamiast szukać nokautującego uderzenia, znów zaczął bawić się boksem i "jabować", czy to z normalnej pozycji, czy z pozycji mańkuta. W siódmym starciu Fury trafił mocnym prawym sierpowym, ale Machmudow niemal natychmiast odpowiedział równie mocnym prawym sierpowym. W ósmym Brytyjczyk zranił rywala lewym sierpowym na szczękę kontrując z lin, ale nie zaryzykował i nie poszedł za ciosem. Wciąż miał przebłyski geniuszu, natomiast nie był to już szczytowy Fury.
W dziewiątej i dziesiątej odsłonie Tyson znów złapał swój rytm, zaczął bić na wysokim procencie, co chwilę karcił przeciwnika, lecz o dziwo bez wielkich szkód. Bo Machmudow wciąż stał na nogach. W ostatniej minucie dwunastej rundy Fury trafił najpierw lewym podbródkowym, potem lewym sierpowym, kolosa jednak nie powalił.
Sędziowie punktowali 119:109 i dwukrotnie 120:108 - wszyscy oczywiście na korzyść Tysona Fury'ego.

Tylko dzięki wspaniałemu komentarzowi Macieja Miszkina mogłem od pierwszej sekundy tej walki dostrzec wszystkie aspekty nadgeniuszu bokserskiego Tysona Fury... Jprdl Cunnihgahm, Chisora, Whyte, Pianeta, Schwarz, Hammer, Seferi, Wallin, Makhmudow - no prawdziwa droga mistrza... Walka zgodnie z przewidywaniami do jednej mordy. I jeszcze propsy dla Anglików że wystawili znowu tego sędziego - lepiej niż Universum:) Jednej rzeczy tylko żałuje, że ta walka trwała tylko 12 rund bo mogłem tylko 47 minut słuchać wyznania miłości Miszkina do Tysona Fury - zabrakło tylko 12 zgłoskowca...

Od zawsze mówiłem, że Fury zbije Joshuę przed czasem, na każdym etapie ich karier. Ale w kwietniu 2026 już tego nie powiem. Po walce z Machmudowem moim faworytem byłby już teraz AJ. Są wciąż przebłyski geniuszu Tysona, ale nie jest już tak ostry jak kiedyś.

Ta "walka" to jakiś żart.

Jedyne co po tej walce mi się nasuwa - ALEŻ ja bym chciał takiej walki "konfrontacji pokoleń" między Itaumą a Furym Z jednej strony młody, eksplozywny dzieciak z piekielnym kopytem w łapie a z drugiej strony stary wyga, który jest śliski, sprytny, ma szybkie łapy i nietypową pracę tułowiem i nogami, do tego bardzo szybko potrafi ogarnąć się po ciosie który innych kładzie na dechy

@edelawarski Wystarczyło przełączyć język na angielski i mogłeś słuchać Andre Warda :) Ja tak zrobiłem po pierwszej rundzie Clarke vs. Huni:)
