Conor Benn wygrywa kolejną stadionową walkę
W pojedynku w umownym limicie 68 kilogramów Conor Benn (25-1, 14 KO) pokonał Regisa Prograis (30-4, 24 KO).
Od początku rzuciła się w oczy przewaga siły i rozmiarów Benna. Mało celował, większość jego ciosów lądowała na gardzie, ale równo z gongiem uderzył akcją lewy-prawy prosty i były dwukrotny mistrz świata limitu 63,5 kilograma zatańczył. Minutowa przerwa się przydała, bo choć Prograis wydawał się w drugiej rundzie jeszcze nieco naruszony, to kontrolował już sytuację i oddalił od siebie widmo porażki przed czasem.
Prograis przyzwyczaił się do siły oponenta i w czwartym starciu zaczął odważniej wchodzić w wymiany, łapiąc Benna na kontrę z lewej ręki. Momentami chaotyczne wymiany kończyły się zderzeniami głów. Efekt? Na półmetku Brytyjczyk krwawił już z obu łuków brwiowych. Na jego szczęście jednak krew spływała na policzek, a nie do oczu. Podrażniony Benn w siódmej rundzie poszedł na przełamanie, wrzucił wyższy bieg, bił z całych sił na górę i na dół, ale - choć wygrał pewnie 10:9, to nie zdołał złamać weterana.
Conor nie zamierzał już spuszczać z tonu i nieustannie nacierał, wkładając w każdy cios maksimum siły. Efektów w postaci nokdaunu nie było, ale zdominował i nieco poskromił Amerykanina. Po ostatnim gongu sędziowie wyjątkowo zgodnie punktowali 98:92 na korzyść Benna.

Benn pewnego poziomu nie przeskoczy ale i tak nieźle jak na niego.

Mam nadzieję że Fury to wygra bo czekam na jego walkę z Joshuą
