Iglesias pokonał przed czasem Siliagina
Osleys Iglesias (15-0, 14 KO) w końcu dopiął swego i został zawodowym mistrzem świata. Bodaj najbardziej unikany pięściarz wagi super średniej (76,2 kg) zagarnął wakujący pas federacji IBF.
Od walki z Kubańczykiem migali się wszyscy, z Canelo na czele. Musiał więc najpierw nabyć status obowiązkowego challengera, a potem jeszcze trochę poczekać. Ale cierpliwy ugotuje nawet kamień, Kubańczyk dopiął swego i zmierzył się dziś w nocy z niepokonanym, mocnym Pawlem Siliaginem (16-1-1, 7 KO). Iglesias wygrał przez TKO po tym, jak przeciwnik nie wyszedł do dziewiątej rundy.
Kiedy Kubańczyk boksował jeszcze na polskich galach, wręcz apelowaliśmy, byście kupowali bilety i jeździli na gale z jego udziałem. Bo to, że zostanie mistrzem, wydawało się czymś oczywistym. Dziś, niestety, możemy go podziwiać już tylko na swoich ekranach. A więc... zobaczcie nowego mistrza w akcji.

Dla przypomnienia, poniżej wywiad Mikołaja Chylińskiego z Iglesiasem po gali - o ile mnie pamięć nie myli, na zabytkowym dworcu w Łodzi. https://www.youtube.com/watch?v=OppzKmkm2rg

Kubańczyk obił metodycznie Rosjanina wybijając mu z głowy chęć dalszego boksowania, może i tym razem skończyło się bez spektakularnego nokautu, ale jak widać siła jest też w konsekwencji. Teraz niewątpliwie Alvarez jest do odstrzału, o ile podejmie rękawice, ale też pojedynek z Melikuzujewem, lub walka unifikacyjna z Mbilli wzbudziłyby spore zainteresowanie, bo i każdy z nich ma coś do zaoferowania kibicom szermierki na pięści.

Nie zdziwię się, jeśli Canelo pójdzie drogą WBA. Bo dziś chyba tylko w takiej walce (zwycięzca starcia Resendiz vs Munguia) byłby faworytem. A może za szybko go skreślam? Mam wrażenie, że od walki z Biwołem Meksykanin boksuje tylko gorzej. Jakby stracił i formę, i dawną pewność siebie.
