Usyk nie wie, kiedy powiedzieć dość?
Aleksander Krasjuk wiele lat pozostawał promotorem Aleksandra Usyka (24-0, 15 KO), do dziś się przyjaźnią, ale nawet on krytycznie podchodzi do walki z Rico Verhoevenem (1-0, 1 KO).
Nie chodzi nawet o klasę rywala, tylko fakt, że dobijający do czterdziestki Ukrainiec wciąż walczy. I tym samym kusi los...
Usyk jest w posiadaniu trzech z czterech mistrzowskich pasów wagi ciężkiej - WBC, WBA i IBF, ale potyczkę z Verhoevenem jako mistrzowską usankcjonowała tylko World Boxing Council.
PEŁNA ROZPISKA GALI USYK vs VERHOEVEN >>>
- Gdybym wciąż był w zespole, tej walki by po prostu nie było. Rozumiem oczywiście aspekt finansowy, ale jeśli wciąż byłbym jego promotorem, Usyk zakończyłby karierę po rewanżu z Furym i już nigdy więcej nie zaboksował. Osiągnął w boksie przecież wszystko, a do tego zarobił znacznie więcej, niż wcześniej mógł tylko wymarzyć. Dziś jest rozpoznawalny na całym świecie, a w swojej ojczyźnie pozostaje prawdziwą legendą i bohaterem. Nie ma już nic do udowodnienia i powinien przejść do następnego etapu swojego życia - uważa Krasjuk.

Ja to widzę tak, ale to już chyba każdy wie. Verhoeven - Kabayel - Wilder, albo Pereira jako kolejny cross fight, gdy ten sięgnie po pas w trzeciej kategorii wagowej w UFC(tym razem królewskiej). Dla mnie taki finał kariery sportowej to byłaby istna bomba, która nie wybucha. I o to przecież chodzi, aby nie bawić się w sapera.

A ja zaczynam się zastanawiać, czy te 3 ostatnie walki to nie bujda i tylko podkładka pod walkę z Verhoevenem, po której Usyk ogłosi zakończenie kariery. Jawi mi się jako zbyt mądry gość, by za długo przeciągnąć karierę i z kimś przegrać. Z drugiej strony ci wielcy mają przerośnięte ego, przez co nie potrafią do końca realnie ocenić sytuacji. Ale mam z tyłu głowy, że po majowej walce Usyk "zaskoczy" i ogłosi koniec kariery, z kilkoma milionami dolarów na koncie więcej. I chyba bym tego nie chciał, bo zawsze mi serce krwawi, gdy wielcy mistrzowie przegrywają na ostatniej prostej kariery.

Podzielam zdanie Krasjuka - Usyk zapisał się w historii boksu, osiągnął wszystko co mógł osiągnąć, udowadniać już nic nie potrzebuje. W praktycznie każdym sporcie zawodnik ma "termin przydatności" i przeciąganie kariery poza ten pkt jest bez sensu - wchodzą nowi zawodnicy, którzy wygrają niekoniecznie talentem, umiejętnościami a zwykłą "metryką" - 20 lat różnicy zrobi swoje Załóżmy że Usyk wygra kolejnych 5 walk, pokona tego kreowanego na nowego dominatora Itaumę - zawsze będzie ktoś następny w oczach zaślepionych kibiców, kto powinien być kolejnym "ostatecznym wyzwaniem"
