Czy Tyson Fury odzyska koronę?
Było tylko kilku zawodników, którzy mogą nazywać się potrójnymi mistrzami świata wagi ciężkiej. Czy do tego elitarnego grona dołączy Tyson Fury (34-2-1, 24 KO)?
Brytyjczyk w sobotni wróci z krótkiej, 16-miesięcznej sportowej emerytury. Jego rywalem będzie Arslanbek Machmudow (21-2, 19 KO). Ewentualna wygrana może mu otworzyć do walki mistrzowskiej, być może z Fabio Wardleyem (20-0-1, 19 KO), aktualnym championem federacji WBO. Wardley nie wierzy jednak, by "Król Cyganów", po licznych wojnach ringowych, w wieku blisko 38 lat, znów mógł założyć na biodra pas.
- Wcale nie będę zdziwiony, jeśli Fury pokona w sobotę Machmudowa i zaraz potem wyzwie mnie do walki. A jeśli tak się stanie, będę bardzo chętny na taki pojedynek pod koniec roku. Szczerze mówiąc naciskałem lekko, żeby to właśnie Fury, a nie Dubois, był teraz moim pretendentem. To on poprosił o więcej czasu i najpierw walkę powrotną z kimś nieco słabszym. Celem nadrzędnym jest oczywiście unifikacja, ale jeśli ja i Fury wygramy swoje najbliższe walki, możemy zasiąść do rozmów. Nigdy do końca nie wierzyłem, że Tyson pozostanie już na dobre na sportowej emeryturze. Ale cieszę się, że wrócił, bo to wciąż największa gwiazda brytyjskiego boksu, z własnym reality show na Netflixie. Natomiast wątpię, aby on mógł jeszcze raz zostać mistrzem świata. Dziś mamy dwóch championów, mnie i Usyka. Fury nie pokona żadnego z nas. Chyba że jakiś tytuł będzie wakujący, a Tyson zaboksuje o niego z kimś takim jak Kabayel czy Okolie, wtedy może mu się udać. Ale na mnie czy na Usyku tytułu nie zdobędzie - przekonuje Wardley.
