Evander Holyfield i Riddick Bowe stworzyli jedną z najwspanialszych trylogii w historii boksu. Za pierwszym razem, gdy wyszli wspólnie do ringu, to Holyfield był absolutnym championem wagi ciężkiej, ale gdy z niego schodzili, pasy należały już do Bowe'a.
Obaj panowie doskonale się znali. Wojownik z Atlanty regularnie zatrudniał osiłka z Brooklynu jako swojego sparingpartnera, potem panowie się zakumplowali, a wręcz zaprzyjaźnili. I to właśnie, zdaniem Evandera, kosztowało go porażkę w pierwszej z trzech potyczek z "Big Daddym" w listopadzie 1992 roku.
- Mama powtarzała mi przez całą bokserską karierę, bym nie zaprzyjaźniał się z kimś, z kim potem będę mógł walczyć. Pierwszy raz, kiedy to zrozumiałem, okazała się potyczka z Riddickiem. Pomagałem już jeszcze wtedy, gdy on walczył w boksie olimpijskim, a ja byłem już znany i miałem sporo pieniędzy. Powiedziałem mu wtedy i zdradziłem rzeczy, których zdradzać nie powinienem. Byliśmy dobrymi kumplami, rozmawialiśmy prawie cały czas, aż nagle przyszło nam walczyć między sobą. Wciąż żartowaliśmy, aż nagle stanęliśmy naprzeciw siebie w ringu, a on mi mówi "Jeśli nie będziesz uciekać, to zaraz cię znokautuję"! On zawsze był bardzo mocny, bo potrafił walczyć zarówno z daleka, jak i w półdystansie. Można było go zamęczyć, ale wtedy przegrałem, bo miałem w głowie walkę z kumplem, podczas gdy on podszedł do naszej rywalizacji zupełnie inaczej. Kiedy zabrzmiał ostatni gong, wiedziałem już, że on wygrał i pozbawił mnie tytułów mistrzowskich - wspomina Holyfield, jedyny w historii boksu czterokrotny mistrz świata królewskiej kategorii.
Więcej o tamtym pamiętnym pojedynku pisaliśmy TUTAJ >>>
KOMENTARZE ZE STARSZEJ WERSJI SERWISU
Autor: puncher48
Data: 19-03-2024 12:52:21
Holyfield to był Pacquiao wagi ciężkiej tyle, co on miał wojen na koncie w dwóch najwyższych kategoriach, chyba nikt nie może się pochwalić. A Bowe to w tamtym okresie niezły awanturnik, ale i tak daleko mu było do enfant terrible Tysona:)
Autor: holy
Data: 19-03-2024 13:05:04
Bowe miał potencjał, ale był mistrzem tylko rok, nie licząc pasa WBO. Moim zdaniem, Holy ma chyba największe osiągnięcia z bokserów, z którymi walczył.
Autor: ErykEsch
Data: 19-03-2024 18:50:34
"Mama powtarzała mi przez całą bokserską karierę, bym nie zaprzyjaźniał się z kimś, z kim potem będę mógł walczyć." Ten pięściarz co go prawie LCL zabił to mówił że matka LCL nie radziła mu z tym Witkiem się bić... Może matka LCL uratowała Witowi życie?
Autor: Stieczkin
Data: 19-03-2024 21:05:08
Na szczęście te mroczne, bratobójcze czasy odeszły już w niepamięć. Dlatego w obecnych, postępowych czasach przyjaciele nie muszą sobie już robić krzywdy. Zamiast tego urządzają sobie wrestlingo-sparingi, świetnie na nich zarabiając. Ku niekłamanej uciesze wszystkich tych, którzy za te cyrki płacą.
Autor: StonkaKartoflana
Data: 19-03-2024 21:57:19
Poza tym Bowe mił 26 lat a Holy 30 - to kompletna patologia aby dwóch topowych bokserów lało się w tym wieku. Takie walki powinno się toczyć koło czterdziestki..mało to frajerów i emerytów do jeb...nia. Pasek dla każdego też by się znalazł :)
Autor: holy
Data: 20-03-2024 10:16:34
Stonka, boks to sport dla młodych. Dziadki 40-letnie miałyby tak się lać jak Holy z Bowem w pierwszej walce? O czym ty piszesz?
Autor: sekundant
Data: 20-03-2024 11:25:25
To ironia. W dzisiejszych czasach rzadko doprowadza się do walk dwóch młodych dochodowych zawodników, zanim nie wyciśnie się z nich wszystkich możliwych soków. Tym sposobem dostaliśmy mocno przeterminowane Pacman-Mayweather i wiele innych. Trylogia Bowe-Holyfield to modelowe "kiedyś to było". Dzisiaj już takich walk nie ma, a zawodnicy się tak nie biją.
Autor: puncher48
Data: 20-03-2024 11:39:10
Moim zdaniem przesadzone spojrzenie na daną sytuacją, bo czymże w takim razie były starcia Usyk vs Joshua, Fury vs Wilder, czy choćby Chisora vs Whyte? Być może główni bohaterowie trochę starsi, ale nie zawsze, a i walki przednie i już pozostaną w pamięci, choć zapewne nie tak dobre jak legendarna trylogia.
Autor: gerlach
Data: 20-03-2024 14:26:46
@puncher48 No akurat trylogia Fury vs Wilder to bylo cos wiecej niz sam boks. Jakies zmartwychwstania itp. Samakanwa przed ich pierwsza walka z Furym w depresji... Swietna trylogia. Nie wartosciowalbym, ktora lepsza. Unikatowe obie.