Autor: rocky86
Data: 29-11-2015 17:31:22
Ja już w domku. Napisze kilka sów odnośnie tego wydarzenia, skupię się na walce wieczoru, bo długo można opowiadać. Jeśli chodzi o samą arenę, to stadion jak stadion, taki kwadraciak, spory, ale byłem już na kilku, więc szoku nie było. Największe wrażenie zrobił na mnie dworzec w Berlinie, to jest normalnie miasto, widziałem już większe konstrukcje jak Heathrow, ale dworzec kolejowy tych rozmiarów, to dla mnie nowość, ale do rzeczy. Wielkimi krokami zbliża się walka wieczoru, undercard słaby walki bez większych emocji, hala początkowo pusta powoli się zapełnia (rozumiem już dlaczego Kliczko undercardów szczególnie nie obsadza, po co? Ludzie i tak przyjdą), wracam z kibelka, widzę mojego dobrego kumpla Frocha, przybijam piąteczkę (w sensie przybiłbym, gdyby mógł podejść jeszcze kilkadziesiąt metrów, ale nie czepiajmy się szczegółów) i kieruję się na swoją VIP miejscówkę na szczycie stadionu (najlepsza widoczność), zasiadam wygodnie na vipowskim czerwonym krzesełku. Już po walkach z undercardu, więc czekamy na walkę wieczoru. Jakieś ziomki ładują się na ring z bębenkami, nie ogarniam tematu, na ch.j tem bębenki w ringu? Fury przed walką będzie śpiewać na rozgrzewkę? Spoglądam na irisza siedzącego po mojej prawej, łysawy z resztkami rudych włosów na głowie, on na mnie i pyta łagon mejd? Jaka mejd, jagi łagon se myślę, mimo, że anglikański znam i mam odpowiednie certyfikaty, to nie rozumiem kolesia, ale iriszów wokół sporo i każdy mówi w tym dziwnym języku. O ile początkowo kolesie byli lekko wcięci, o tyle po kilku godzinach ledwie się swoich krzesełek trzymają. Wchodzi Fury, irisz z lewej drze mordę, irisz z prawej wydziera ryja, ja raczę się cateringiem i wyciągam spokojnie ostatnią kanapkę z pasztetem pomidorowym i ogórkiem, która została mi z podróży. Ostatni z grupki iriszów przebija się przesz ludzi, bohater wysłany po napoje, potyka się o irisza z mojej lewej, ładunek ciekły, więc część ląduje na moich spodniach, irisz wstrząśnięty utratą towaru, patrzy na mnie i wypala sorry mejd. Ja nie wiem, czy ja wyglądam jak pokojówka? Z uśmiechem na twarzy odpowiadam noł problem, dont łory maj frend (ty j@bana irlandza zapijaczona parówo, na dzielni bym cię rozjeb@l, masz szczęście, że jestem sam a nie z ziomkami). Tymczasem Fury spokojnie podąża do ringu, irisze drą się jak opętani. Słyszę red hotów, więc idzie Kliczko, macham mu, nie odmachuje, chyba faktycznie, to zakłamana menda społeczna, a imidż kulturalnego chłopaka, to tylko medialna maska, chyba, że to odległość 100 metrów i 10 metrow wysokości dzielących mnie od płyty, nie wiem…. Grają hymny, irisze swojego chyba nie znają, bo nie idzie im wstrzeliwanie się ze słowami w to co śpiewa ten dziwny koleś ubrany na czarno. Pierwszy gong, nie powiem jestem solidnie podekscytowany, przez chwilę pomyślałem, że zlałem się z emocji, ale przypomniałem sobie co wcześnie wylał na mnie irisz (j@na pijacka menda). Jako osoba inteligentna, potrafiąca przewidzieć wszelkie trudności i niedogodności , które mogą towarzyszyć takim iwentom, wyciągam swoją lornetkę i raczę się tym fascynującym przedstawieniem. Rundy mijają, irisze buczą, walka nudna w ch@j, w ringu nic się nie dzieje, Fury dużo się rusza, Kliczko niby wywiera pressing, ale ciosów nie zadaje, nawet jabem nie rzuca. Mistrzunio z rundy na rundę coraz częściej się przytula, odwraca plecami, traci pewność siebie, wygląda jakby szukał pomocy sędziego, czuć sensacje. W 8 czy 9 rundzie nie wytrzymuje i krzyczę „zadawaj ciosy k@rwa”. Co wywołuje radość u iriszów, chyba nie pierwszy raz słyszeli legendarne k@rwa. Sąsiedzi z piętra niżej spoglądają na mnie z politowaniem, nie wiem o co chodzi, bo jak irisze fakami rzucali, to afery nie było. Walka bez historii do 11 rundy, ciężko jest to punktować oglądając przez lornetkę, nie wiem kto wygrywa, chyba jednak Tyson, bo ring kontroluje, w obronie aktywniejszy, zadaje więcej ciosów. Po chwili prawy Włada dochodzi celu (chyba po raz pierwszy), niemiaszki krzyk radości, irisze noł, noł, noł, a tu nagle jeb, lewy sierp Tysona, Kliczko solidnie naruszony. irisze nie wytrzymują napięcia, jeden chyba orgazmu dostał, bo zaczął się dziwacznie telepać i wydawać dziwne dźwięki. Myślę sobie będą dechy, ale sedzia ratuje mistrzunia, na trybunach buczenie. Kliczko coraz bardziej natarczywo szuka czułości w ringu, Fury jej nie odwdzięcza, za co ringowy odbiera ma punkt, szoł him som low Tyson. Irisze nie podzielają opinii sędziego, słychać tylko juł pis of szit, faking coś tam, nie rozumiem. Ostatnie starcie, w końcu coś się dzieje, lecą ciężkie ciosy, Kliczko w tej rundzie wygląda lepiej, nokaut wisi w powietrzu, ale jednak do tego nie dochodzi. Runda 12 i Kliczko wyglądał na desperata, zaczął ryzykować i kto wie co by było gdyby poszedł ostrzej kilka rund wcześniej. Nie wiem co mu tam w narożniku mówili, ale w trakcie walki wyglądali na mocno poddenerwowanych. Powinni go solidnie opierd@lić po pierwszych 3-4 rundach i kazać zadawać ciosy, używać prawej ręki, jabem rzucać częściej. Koniec walki obaj uniesione ręce. Kto wygrał ? Jesteśmy w Niemczech, walka brudna, ciosów brak, rundy wyrównane (albo inaczej nic się w nich nie działo, ale Tyson kontrolował ring, Kliczko był zupełnie pogubiony), mimo wszystko w Niemczech można to spokojnie dać Władkowi. Irisze już wykrzykują dej gona rab him i ja się z tym zgadzam. Na ringu sporo ludzi, pojawia się Buffer, cisza, wszyscy skupieni, Buffe odczytuje punktację 115-112 (o k@rwa), 115-112 (ja jebie, ), 116- 111…. AND THE NEW!!! SZOK, Masakra, nie wierzę, że niemiaszki tak uczciwie to wypunktowali, irisze szaleją, mi też się udziela, kolega od wcześniejszego orgazmu dostaje chyba kolejnego, wije się skacze i nagle tak, szuka miłości, przytula się do mnie, podskakując i wijąc jednocześnie, a idź Pan w ch@j z taką imprezą. Radość trwa bardzo długo, ludzie cichną dopiero gdy Tyson zabiera głos, później śpiewy na trybunach, najpierw irisze, później Tyson daje występ i znów śpiewy, krzyki brawa, irisz od orgazmów już się chyba wystrzelał na dzisiaj, zaliczył chłopak udany wieczór. Zrobiło się spore zmieszanie, więc postanowiłem wykorzystać okazję i starałem się dostać bliżej ringu, by zobaczyć bohaterów z bliska, ale jakiś nazisekjuritas powiedział juł szel nat pas, k@tas jeden, a już się prawie przebiłem, no nic nie to nie, późno się robi, opuszczam halę w tłumie. Organizacja niemiecka, to nie mit, kilka minut i stadion pusty .Czekam na rydwan przyglądając się napitym iriszom, śpiewającym, skandującym Fury, Fury, dookoła mnóstwo policji z pieskami przyglądającymi się ucieszonej gromadce. Jadę do mojego vipowskiego hotelu za 85 ojro, zastanawiając się, czy to co widziałem było prawdą. Stawiałem na Kliczkę, wiedziałem, że walka będzie bardzo ciężka dla Władka, czułem, że może dojść do sensacji, dlatego też postanowiłem walkę obejrzeć na żywo. Jadąc do hotelu myślę sobie, jestem świadkiem historycznego momentu, zmiana warty w HW, tak długo oczekiwana, 10 lat rządów twardej ręki braci właśnie się skończyło, a ja to widziałem, może i z daleka, ale jednak byłem tam, widziałem to. Piękne doświadczenie, łączny koszt takiej imprezy to ok. 2000-2500zł, dla jednego dużo dla drugiego mało, ja myślę, że warto i jeśli w Europie odbywać się będzie inna wielka gala, to znów się wybiorę, ale tym razem nie poskąpię na miejsce na płycie, parkiecie, w każdym razem bliżej ringu, głównie po to by uniknąć spotkania z iriszem. Opis krótki, talentów literackich nigdy nie miałem, a prawdę mówiąc ciężko jest to wszystko opisać, to są głównie emocje, nie efekty wizualne (bez lornetki słabo widać ;-), no ale tak naprawdę jej nie miałem ;-)), na dużym TV w HD z kilku metrów wszystko widać wyraźniej, ale na żywo nie ma komentatorów, którzy mogą wypaczyć odbiór wydarzeń, jest tylko ring, emocje i widownia. Walki nie punktował zbyt rzetelnie, ale wydaje się, że punktacja była prawidłowa. Muszę zapoznać się ze statystykami, bo rekordów wyrzuconych ciosów to chyba żaden nie pobił. Swoją drogą sporo krzesełek było pustych a niby stadion wykupiony, podejrzewam, że to może być echo akcji szmatogłowych we Francji, policji od cholery, wszędzie, od dworca poczynając. Fajnie, że Tyson dał radę i zmiana warty stała się faktem, będzie teraz bardzo ciekawie w HW, w każdym razie na konferencja, bo w ringu Fury już nie jest tak efektowny, z Wladem była nuda, z Chisorą była nuda, z Hammerem też było nudno i czuję, że każda walka z rywalem o odpowiedniej klasie będzie tak właśnie wyglądać. Moim zdaniem przegrana Kliczki w wieku 39 lat nie jest powodem do wstydu, nie był to jednostronny oklep, walka wyrównana, niestety brudna i bez ciosów, ale przyznać trzeba, że to Tyson kontrolował jej przebieg. Kliczko jeśli weźmie rewanż, to go nie wygra, chyba, że coś mu ciężkiego wejdzie na farcie, cała pewność siebie poszła w las, już wie, że Fury jest większy, szybszy, do tego bardzo mobilny i niełatwy do trafienia. Teraz wszystko byłoby ustawione pod Tysona, a Wład nie jest na to gotowy i raczej tego nie udźwignie po takim okresie dominacji, Fury robiłby z nim co by chciał na konferencjach, a Wład już nie mógłby wyłożyć pasów i skwitować to uśmieszkiem. Panował 10 lat, jeśli ma brać jakąś walkę, to tylko rewanż z Furym i niezależnie od wyniku zwijać się na emeryturę, on już dobija do 40 lat, czasu nie oszuka, lepszy nie będzie, a w drugiej walce musiałby być agresywny, ryzykować, zapomnieć o szablonie, a jak widać nie potrafi tego robić, to nie byłby Kliczko. Pozdrawiam i się zwijam, cały weekend poszedł, więc trzeba innym sprawom czas poświęcić. Prawie zapomniałem, od dzisiaj jestem prawdziwym fanem boksu ;-)