UCZEŃ STAREJ SZKOŁY FRITZA SDUNKA
Sławomir Ciara: Rozmowę zacznijmy od lat świetności enerdowskiego boksu. Skąd czerpaliście siłę, by na równi rywalizować z Kubańczykami, pięściarzami ZSRR czy USA?Dieter Berg: Boks skupiał się w szkołach, gdzie po wstępnych naborach, adepci na przyszłych pięściarzy przechodzili badania lekarskie i systematyczną selekcję. Nie było tam przypadkowości. Przede wszystkim wybierano takich kandydatów, którzy wyróżniali się fizycznymi warunkami czyli: wysokim wzrostem, długim zasięgiem ramion, mentalnymi predyspozycjami do tego sportu i oczywiście byli zdrowi. Ponadto, nauka w szkole podporządkowana była treningowi. Wszystko było dopracowane perfekcyjnie. Młody pięściarz nie martwił się o warunki socjalno-bytowe. Miał możliwości pełnego rozwoju. Poza tym, Schwerin posiadał najlepszych szkoleniowców, którzy współpracowali z trenerami narodowej kadry. Wspomnę choćby Otto Ramina i do dzisiaj najbardziej znanego, legendarnego już Fritza Sdunka.
- Mówiło się, że Traktor Schwerin był kopalnią bokserskich talentów, choć wielu uzdolnionych zawodników w tym klubie zostało przez katorżniczy reżim treningowy zmarnowanych, wyeksploatowanych?Dieter Berg: Nie mam pojęcia co oznaczają słowa katorżniczy trening. W tej dyscyplinie sportu takie przypadki nie miały miejsca. Owszem byli tacy pięściarze, którzy do niższej wagi zbijali wiele zbędnych kilogramów, co w pięściarskim sporcie nie było i nie jest nowością. Podobne przecież metody stosowali także Bułgarzy, Kubańczycy, Turcy, Rosjanie oraz co nie jest tajemnicą wasi pięściarze. Pewnie, że niektórym to nie wyszło na dobre. Ale trzeba wpisać to w ryzyko zawodowe. No cóż, takie są konkretne fakty sportu wyczynowego...
- A jak Pan utrzymywał górny limit wagi muszej, gdzie nie można było przekroczyć w tamtych latach 51 kilogramów?Dieter Berg: Skłamię jeśli powiem, że nie zbijałem zbędnych kilogramów. Jednak próbowałem dostosować się do pewnych reguł i prowadzić sportowy styl życia. Boks traktowałem bardzo poważnie.
- Trafił Pan do treningowej sali przypadkiem?Dieter Berg: Zawsze byłem wojowniczym chłopakiem. Nawet w ulicznych bójkach nie odpuszczałem. Choć warunków fizycznych nie miałem. Ale jak już wspomnieliśmy w boksie podstawą są kategorie wagowe i każdy tam może znaleźć swoje miejsce. Moją pierwszą była waga do 26 kilogramów. Naturalnie z biegiem lat nabierałem siły fizycznej i masy ciała. Aż zaaklimatyzowałem się w kategoriach muszej i koguciej. Występy w Traktorze Schwerin były dla młodego chłopaka wielkim wyróżnieniem i nobilitacją..
- Jakie wielkie nazwiska występowały w ówczesnym Traktorze?Dieter Berg: Richard Nowakowski, Rudi Fink, Uli Kaden. W późniejszych czasach: Andeas Zuelow, Rene Braitbarth, Michael Timm, Torsten Koch, Siegfried Menhert, Sebastian Zbik. To medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. A moim idolem był mistrz olimpijski z Montrealu Jochen Bachfeld. Starałem się naśladować tego czempiona.
- Zmienił się świat i zmieniły się realia życia. Po rozpadzie berlińskiego muru to wszystko legło w gruzach.?Dieter Berg: Zaniechano działalność szkółek bokserskich i do sal treningowych trafiało coraz mniej pięściarskich adeptów. Finansowe nakłady były o wiele niższe. A to natychmiast odbiło się w uzyskiwaniu przez niemieckich pięściarzy wynikach. Z najważniejszych imprez na globie powracaliśmy zaledwie z jednym, lub dwoma medalami. Jednak teraz wszystko ulega modyfikacji. Idzie w dobrym kierunku.
- Jakie poczyniono kroki?Dieter Berg: Po pierwsze - jak dawniej staramy się nawiązać liczne kontakty z innymi federacjami. Przykładem były ostatnie, wygrane mecze z waszą reprezentacją 12:8, czy w Gdyni 10:6. Po drugie - prowadzimy szkolenie na wiele większą skalę. Po trzecie – zmienił się skład trenerów kadry. Głównym jest Michael Timm, który współpracuje z kilkoma innymi szkoleniowcami, będącymi także na etatach niemieckiego związku. Ja z Sebastianem Zbikiem odpowiedzialni jesteśmy za przygotowanie najmłodszych. Ośrodek w Schwerinie odzyskuje dawny blask..
- A co Pan sądzi o obecnym szkoleniu w boksie Kubańskim?Dieter Berg: Nadal są silni, choć już nie w takiej liczebności. Podstawą zawężenia startów pięściarzy z Gorącej Wyspy, są na pewno finanse, których jest znacznie mniej niż w przeszłości. Poza tym, Kubańczycy - po byłym ZSRR - mają mocnych rywali. Dziś medale na olimpiadach zdobywają Kazachowie, Azerowie, Uzbecy, Ormianie, Ukraińcy. Konkurencja na amatorskim ringu jest znacznie większa, aniżeli była kiedyś.
- Tymczasem wielu uzdolnionych na amatorskich ringach pięściarzy zasila zawodowe grupy. Czy zdaniem Pana nie za wcześnie?Dieter Berg: Boks zawodowy to inna bajka, przede wszystkim są to inne pieniądze. To są kalkulacje, nawet śmiem rzec – kierowane, ustawiane walki, gdzie możliwość przebicia mają ci pięściarze, którymi opiekują się bardzo operatywni promotorzy. Oczywiście, i tego nie ukrywam, by zaistnieć w czołówce „profi” trzeba doskonale znać bokserskie rzemiosło, posiadać techniczne umiejętności, pewien talent i jak wszędzie mieć odrobinę łutu szczęścia. Uważam, że młodzi zawodnicy zbyt wcześnie stają w szranki zawodowych pojedynków i gdzieś u progu kariery kończą przygodę. Po prostu, zostają z tyłu i są później niedostrzegani przez promotorów. Aby tego uniknąć najpierw taki pięściarz powinien starać się rywalizować o miejsce w narodowej kadrze, następnie o paszport na mistrzostwa świata, później na igrzyska olimpijskie. Wówczas jego wartość będzie znana, a on pewniejszy stanie między czterema linami. I dopiero kolejnym etapem może - ale nie potrzebuje także - być ring zawodowy. Taka powinna być droga pięściarza do profesjonalnej kariery. Innej nie widzę.
- Coraz częściej mówi się, że w gronie „profi” rywalizacja w wadze ciężkiej stoi na słabym poziomie. Potwierdza Pan tę opinię?Dieter Berg: Kiedyś był – podobnie jak jest u amatorów – jeden mistrz. I było to dla kibiców czytelne. Na dzisiaj poprzez powstawanie coraz większej liczby federacji pięściarze walczą o różne pasy, o różne tytuły, a sympatyk tego sportu zaczyna się gubić. Tym samym pojedynki są na niższym szczeblu i tylko jednostki mogą coś osiągnąć. Przykład braci Witalija i Władymira Kliczko. Może wymieniłbym jeszcze parę nazwisk. Ale to wszystko, niestety....
- Czy starty w elitarnej zawodowej lidze Word Series of Boxing mają temu zapobiec?Dieter Berg: To pewne działanie na korzyść. WSB daje amatorskim pięściarzom możliwość konfrontacji z pięściarzami, mającymi pewien dorobek na ringu „profi”. Ponadto, znacznie lepszego zarobku, podniesienia poziomu sportowego i co najważniejsze nie zamyka – w przeciwieństwie do walk zawodowych – drogi rywalizacji na olimpijskim ringu. Tam uczestniczą najlepsze drużyny globu. A na pewno pojedynki stoją na znacznie wyższej półce, są bardziej widowiskowe, aniżeli obecne podczas gal zawodowych.
- W ubiegłym stuleciu Traktor Schwerin miał stałe kontakty z Bydgoszczą. Czy pamięta Pan jakąś walkę?Dieter Berg: Tylko to, że zająłem miejsce na podium w turnieju o puchary Gazety Pomorskiej. Była silna obsada z której wielu zawodników zdobywało medale w mistrzostwach Europy. Mnie również udała się ta sztuka.
- A który z polskich pięściarzy utkwił Panu najbardziej w pamięci?Dieter Berg: Bez wątpienia Dariusz Michalczewski. Świetny zawodnik, bardzo pracowity i wiedział w ringu czego chce. Zresztą do dziś szanowany w Niemczech. Był jeszcze Grzegorz Jabłoński, ale nie wiem co się z nim dzieje.
Teczka osobowa
Dieter Berg, lat: 48, klub: Traktor Schwerin, największe osiągnięcia: 1985 rok, Budapeszt - mistrz Europy seniorów, 1984 r., Tampere - mistrz Europy juniorów, 1989 r., ME seniorów, Ateny - brązowy medal, 1992 - uczestnik IO w Barcelonie, 1986 - MŚ w Reno. Waga musza i kogucia. Aktualnie trener młodzieży.
Moim zdaniem
Nie jest tajemnicą, że przez ostatnie lata olimpijski boks za Odrą przechodzi kryzys. Może ten regres nie jest aż tak widoczny jak u nas, jednak niemieccy pięściarze nie są już tak medalodajni - jak w ubiegłym stuleciu - na światowych ringach. Tymczasem z wypowiedzi Dietera Berga wynika, iż nasi sąsiedzi pragną ów dołek zasypać i nawiązać do tradycji sprzed lat. Znając ich profesjonalne podejście do sportu sądzę, że z tym problemem wkrótce się uporają.
Rozmawiał Sławomir Ciara
