DRUGI START CZAKIJEWA
Kiedy pod koniec 2009 Rachim Czakijew (16-1, 12 KO) pojawił się na zawodowym ringu, wiele osób widziało w nim tego, który powinien w wadze cruiser coś zmienić, posprzątać i przewietrzyć zatęchłą atmosferę. Reprezentant Rosji szedł od zwycięstwa do zwycięstwa, a jednak w decydującej walce uległ przed czasem Krzysztofowi Włodarczykowi (48-2-1, 34 KO) i nie zdołał zdobyć mistrzowskiego pasa. Warto się zastanowić, czy złotemu medaliście z Pekinu zwyczajnie zabrakło talentu, czy też do jego porażki z naszym Diablo przyczyniły się konkretne błędy popełnione przez niego lub jego sztab szkoleniowy.Osobiście zawsze uważałem, że Czakijew ma wszelkie niezbędne zadatki na mistrza świata. Sądzę więc, że popełniono błędy. Pierwszego z nich można się dopatrzeć w prowadzeniu boksera z Inguszetii. Odnosił on na ogół łatwe zwycięstwa, ale w pewnym momencie przestano przed nim podnosić poprzeczkę i kolejni rywale reprezentowali cały czas poziom, który można by nazwać co najwyżej średnim. Przed walką z Diablo Czakijewowi zabrakło przetarcia z naprawdę wymagającym przeciwnikiem. W dodatku stoczył on tylko 2 pełne walki na dystansie 10 rund i oczywiście żadnej 12-rundowej. Starcie z Diablo było dla Ingusza tym, co rzuceniem na głęboką wodę człowieka, który przedtem pływał w wodzie sięgającej mu najwyżej do pasa. Kompletnie zawiodła też taktyka. Czakijew założył sobie jak najszybsze znokautowanie Włodarczyka i trzeba przyznać, że do zrealizowania tego planu niewiele mu zabrakło. Kiedy jednak sztuka ta mu się nie udała przez 4-5 rund, to należało zmienić założenia i nastawić się na dowiezienie do końca punktowego zwycięstwa, co było zupełnie realne przy wysokiej przewadze, jaką sobie zdążył wypracować. Tymczasem on dalej z uporem maniaka szedł na nokaut, co przyniosło mu ostatecznie skutek odwrotny od zamierzonego.Inguszowi można też wytknąć braki kondycyjne, a także brak skuteczności zadawanych ciosów. Myślę, że chodzi tu o coś więcej niż o zwykły brak precyzji. Oglądając bokserów z północnego Kaukazu można zaobserwować, że oni na ogół leją z całej siły (której im nie brakuje), ale za to na oślep i byle gdzie. Tak boksuje nie tylko Czakijew, ale także Magomed Abdusalamow, Zaurbek Bajsangurow, Asłanbek Kozajew, a nawet młodziutki Murat Gassijew. Tylko Habib Allachwerdijew wyłamał się z tej reguły i stara się uderzać bardziej precyzyjnie. Odnoszę wrażenie, że w grę wchodzi tu jakiś dziwny kaukaski szpan, polegający na udowadnianiu wszem wobec swojej siły poprzez nokautowanie przez gardę.W każdym razie jest to istotny mankament do natychmiastowego wyeliminowania przez Czakijewa. Razem z poprawą kondycji i taktyki powinno to przynieść pozytywne efekty, jeśli chodzi o jakość jego boksowania. Przed Rachimem nowy start. W pierwszym pojedynku po klęsce z rak Włodarczyka, w najbliższą sobotę w Moskwie na gali Kliczko - Powietkin, zmierzy się on z solidnym rumuńskim journeymanem Giulianem Ilie (20-6-2, 6 KO), który nigdy dotąd nie przegrał przed czasem. Przebieg i wynik tej walki pozwolą nam ocenić, jak realne są szanse Czakijewa na zdobycie jakiegoś mistrzowskiego pasa w drugim podejściu.
