- To chore co on wygaduje, naprawdę szalone - mówi Tony Bellew, komentując kolejne tyrady w wykonaniu Deontaya Wildera (42-1-1, 41 KO), który ubzdurał sobie spisek i wini prawie wszystkich za lutową porażkę z Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO).
Od sędziów, przez rzekomo oszukane rękawice Fury'ego i żelazne przedmioty w ręku, po otrucie przez swojego trenera Marka Brelanda. Wcześniej był też zbyt ciężki strój przy wejściu do ringu. Trochę się tego nazbierało. Bellew, jak wielu innych, ze zdumieniem wysłuchał kolejnych oskarżeń w wykonaniu "Brązowego Bombardiera".
- Nie wiem co popala Wilder, ale na pewno powinien z tym skończyć. To absolutnie niedorzeczne co wygaduje. Przecież zawodnicy od momentu przyjazdu do hali przechodzą całą masę różnych kontroli. Cały czas jesteś śledzony, ktoś patrzy, gdy masz tejpowane ręce, również z przeciwnego obozu, wszystko jest obserwowane. Po walce nie możesz ściągnąć rękawic bez obecności i kontroli oficjeli. To co wygaduje Wilder byłoby niemożliwe do zrobienia - przekonuje bombardier z Liverpoolu, który po zwycięstwach nad Davidem Haye'em był nawet przez moment przymierzany do Wildera. Uznał jednak, iż byłby zbyt mały na taką potyczkę.