W 43 lata po słynnej Rumble in the Jungle - bitwie Muhammada Alego z George'em Foremanem w Kinszasie, Afryka może gościć kolejną wielką walkę o mistrzostwo świata wagi ciężkiej.
Eddie Hearn, promotor Anthony'ego Joshuy (19-0, 19 KO), zdradził, że są duże szanse na to, iż rewanżowy pojedynek pomiędzy Anglikiem a Władimirem Kliczką (64-5, 53 KO) odbędzie się w Nigerii, ojczyźnie matki Anglika.
- Nigeria to w tej chwili jeden z głównych kandydatów. Ludziom się wydaje, że to kraj, w którym nadal używa się patyków, by rozpalić ogień. W rzeczywistości mają tam bardzo silną gospodarkę i olbrzymią klasę średnią. Odbywają się już u nich duże wydarzenia, szczególnie koncerty muzyki pop. Zatem infrastruktura już jest - mówi szef stajni Matchroom Boxing.
- Byłoby to oczywiście dla nas trudne przedsięwzięcie, bo nigdy nie było tam tak dużej walki bokserskiej. Ale to wyzwanie, a ja lubię wyzwania - dodaje.
Inne potencjalne lokalizacje to m.in. Cardiff, Las Vegas i Dubaj. Hearn przyznał jednak, że oferty od arabskich inwestorów są podejrzane i nie ma pewności, czy można im ufać. Przywołał przypadek walki Pacquiao-Khan, która też miała się odbyć w Dubaju, ale ostatecznie okazało się, że tamtejsza propozycja, opiewająca na dziesiątki milionów dolarów, nie miała pokrycia.
Wciąż nie ma pewności, czy do rewanżu Joshua-Kliczko w ogóle dojdzie. Ukrainiec ma niebawem zdecydować, czy chce się spróbować odgryźć młodszemu rywalowi za porażkę z kwietnia na Wembley. Nie ma już w każdym razie żadnych przeszkód formalnych, by do tej potyczki doszło, jako że federacja IBF zgodziła się, aby Joshua podszedł w kolejnym występie do dobrowolnej, a nie obowiązkowej obrony tytułu mistrzowskiego. Postawiła jednak warunek, że musi to nastąpić przed 2 grudnia.
Obowiązkowym pretendentem IBF jest Bułgar Kubrat Pulew (25-1, 13 KO).