Władze World Boxing Council odrzuciły wszelkie oskarżenia dopingowe wobec Aleksandra Powietkina (30-1, 22 KO). Stąd też oczywiście decyzja o dopuszczeniu Rosjanina do walki o pas mistrza świata w wersji tymczasowej z Bermane'em Stiverne'em (25-2-1, 21 KO).
Rosjanin pokonując najpierw Mike'a Pereza, a potem Mariusza Wacha, zapewnił sobie w listopadzie ubiegłego roku status obowiązkowego pretendenta. Promujący go Andriej Riabiński wykładając w przetargu aż 7,15 miliona dolarów nabył prawa do organizacji pojedynku Powietkina z Deontayem Wilderem (37-0, 36 KO). Walka została zakontraktowana na maj, jednak na ostatniej prostej przygotowań jedna z pięciu wyrywkowych kontroli wykazała w organizmie "Saszy" śladowe ilości meldonium, środka zakazanego od początku tego roku. Obóz Rosjanina tłumaczył się w ten sposób, że środek utrzymał się jeszcze od poprzedniego roku, lecz cztery inne kontrole nic nie wykazały, stąd pojawiły się pewne zastrzeżenia.
Walka została przełożona, a WBC powołała specjalną komisję, która miała zbadać ten przypadek i wydać orzeczenie do końca czerwca. Sprawa okazała się jednak dużo bardziej skomplikowana i dopiero dziś ogłoszono werdykt.
ALEKSANDER POWIETKIN: SERWIS SPECJALNY >>>
Powiekin został oczyszczony z zarzutów, ponieważ nikt nie był w stanie mu udowodnić, że brał meldonium po 1 stycznia. Środek ten rzeczywiście bardzo długo utrzymuje się w organizmie, stąd też śladowe ilości mogły się utrzymać. Powietkin poinformował, że przyjmował ten specyfik pomiędzy 31 sierpnia a 13 września 2015 roku, podczas przygotowań do walki z Wachem. Wtedy jeszcze meldonium nie było jednak zabronione.