Zasiadający na tronie królewskiej kategorii Tyson Fury (25-0, 18 KO) oznajmił, że chętnie zajmie się Anthonym Joshuą (15-0, 15 KO) i zrujnuje efektownie rozwijającą się karierę mistrza olimpijskiego z Londynu.
- Chcę tej walki. Joshua również. Tak samo Eddie Hearn. Jak Anthony będzie gotowy, to mi go dajcie, a ja go znokautuję, żaden problem. Niech tylko nabierze trochę popularności, niech wszyscy go pokochają, niech zbuduje sobie dobry rekord. Wtedy ja mu to wszystko odbiorę, złamię go. Tak to już jest. Nakarmią nim lwa - stwierdził czempion WBA i WBO.
Bardziej prawdopodobna jest jednak w tej chwili walka Joshuy z inną brytyjską sławą, Davidem Haye'em (27-2, 25 KO), który próbuje powrócić na szczyt po trwającym ponad trzy lata rozbracie z ringiem.
- Obaj mogą to wygrać, zależy, kto pierwszy trafi. Joshua to wciąż nowicjusz, męczył się z Dillianem Whyte'em. Jak Haye wcześnie go złapie, to będzie dobranoc, opadnie kurtyna. Ale dlaczego w ogóle Joshua miałby dawać mu szansę? Haye stoczył jedną walkę w ciągu trzech lat, a teraz chce boksować z prospektem - skomentował Fury.