Sobotnie starcie Artura Szpilki (20-2, 15 KO) z Deontayem Wilderem (36-0, 35 KO) promował Lou DiBella, oczywiście we współpracy z Alem Haymonem. Po zakończonej gali sławny amerykański promotor nie ukrywał, że doping polskich kibiców zrobił na nim wrażenie. Bo przecież kiedyś Polonia wspierała Andrzeja Gołotę, potem Tomka Adamka, a teraz identyfikuje się ze "Szpilą".
- Wilder nigdy nie boksował w tej hali, a Charles Martin, nie czarujmy się, był dotąd postacią anonimową. Mimo wszystko przygotowane bilety w liczbie 9 700 wyprzedaliśmy, powiększyliśmy pulę do 12 600 i też sprzedaliśmy komplet. Zobaczyliśmy prawdziwą moc polskich kibiców. Zresztą widzieliśmy to już wcześniej, gdy Krzysztof Głowacki walczył w ubiegłym roku z Marco Huckiem. Polscy kibice skupieni w Nowym Jorku są po prostu niesamowici - mówi zadowolony DiBella.
WILDER: STYL SZPILKI SZALENIE NIEWYGODNY
- Przecież ogłosiliśmy walkę miesiąc temu i mieliśmy bardzo mało czasu na promocję. Od razu chciałem, by to właśnie Szpilka był rywalem Wildera i Artur przyjął to wyzwanie. Wiedziałem też, że da dobrą walkę i tak było. Artur ma jaja ze stali i naprawdę chciał zabrać ten pas do Polski. Rzucił wszystko na szalę i należy mu się szacunek za to, co pokazał w konfrontacji z Wilderem - dodał promotor sobotniego wieczoru.