DE LA HOYA: MAYWEATHER PRZEGRAŁ TRZY WALKI
Oscar De La Hoya siedem lat temu stoczył bardzo zażartą wojnę z Floydem Mayweatherem Jr (46-0, 26 KO) i do dziś przekonuje, że wówczas to jego ręka powinna powędrować w górę. Panowie współpracują biznesowo, ale raczej nie kryją się z tym, że nie przepadają za sobą prywatnie.
"Złoty Chłopiec" dawał rady Hattonowi i Alvarezowi jak pokonać "Pięknisia", a ten ostatnio wprost namawia Richarda Schaefera na odejście z grupy Golden Boy Promotions. Oscar przy okazji tego weekendu dał jasno do zrozumienia, że znów przejmie stery w założonej przez siebie stajni, a słabszą postawę Floyda przeciwko Marcosowi Rene Maidanie (35-4, 31 KO) wykorzystał do uszczypnięcia go przy tej okazji.
- Moim zdaniem rekord Mayweathera powinien brzmieć nie 46-0, a 43-3. Przegrał teraz z Maidaną, a wcześniej ze mną oraz Jose Luisem Castillo w pierwszym pojedynku - stwierdził De La Hoya za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych.
Gdyby sędziowie nie byli oślepieni gwiazdą De La Hoyi , to by punktacja wyglądała 117-111 dla Moneya
Floyd przegral tylko z Castillo (I to moze), z Maidana I ODLH wygral zasluzenie. Oscarek ma caly czas ciern w sercu, nie moze przebolec tej walki, placze na ten temat przy kazdej nadazajacej sie okazji(pewnie sie zablokowal na jednym wspomnieniu od cpania).
Castillo się zrewanżował, Maidanie też się może zrewanżuje ( można też w tej walce wiedzieć remis ). Ale porażka z past prime De La Hoyą, to już sprawa nieodwracalna.
Maidana go przycisnął w ringu, a wywiadem po walce po prostu zmiażdżył: "To chyba on powinien chcieć rewanżu, skoro ja wygrałem."
Ogólnie kapitalne widowisko. Tony Weeks genialny w ringu. A dziennikarz po walce sprytnie pociągnął "pięknisia" za język z rewanżem.
To tylko w snach tych, ktorzy nienawidza Floyda.
I chyba jako jedyny napisałem, że Maidana może to wygrać na punkty ( choć przyznaję, że nie wierzyłem w wygraną na punkty bez nokdaunów ).
Wnioski? Nie wiem czy dałem na stronie się poznać z tej strony ale ogólnie rzecz biorąc fanem Floyda nie jestem. Walkę obejrzałem pijąc sobie 2 żubry ciemnozłote (uwielbiam ;P) więc pijany nie byłem bo głowę mam mocną, emocji wielkich nie było bo przecież wszystko już za nami. Punktacja ??
116 -112 dla Floyda. Naprawdę chciałbym by przegrał bo mu się troszkę należy ale tej walki z pewnością nie przegrał.
Jakby ktoś chciał mogę przesłać poszczególne rundy ale to raczej bez sensu/ Co prawda było kilka rund ciężkich do punktowania które dawałem Floydowi ale to ze względu na trafianie pod koniec czy w kluczowych momentach w których to Marcos pudłował.
Myślę że gdy obejrzę lub gdybym obejrzał tą walkę jeszcze raz czy wiele razy wynik zawsze będzie oscylował w w ygranej Floyda w granicach 116/115.
Ale na szybko co by mnie użytkownicy nie znienawidzili za długie posty ponownie kilka kwestii głośnych od kilku h :D
1/ Nie wiem co ale coś Floyda zawiodło. Gość niedawno ograł do zera Alvareza z którym co najmniej takiej walki się spodziwałem i nie tylko ja. Albo Floyda bardzo nagle dopadł wiek albo jednak serce wiara itp czynią wielkie rzeczy. Uczyć się rudzielce i duchy ;D
2/ Ewentualne zakończenie kariery. Dajmy se na wstrzymanie. Nawet jak nazywamy się Byrd... Po walce Włada z Aleksandrem też tak było gadać? Nie. To są prosy najwyższej klasy. Jeśli Money poczuje że traci już przez wiek zbyt dużo sam odejdzie. ?kasy mu nie brak a i rozumu chyba też nie (choć nie przepadam za jego stylem bycia) Niech sam z teamem odpowie sobie na pytanie co się stało. Twardy rywal? Ciężkie chwile w życiu prywatnym/? Zlekceważenie? Jeśli zaś starość to to odróżnia mistrrza od "miśstrza" że to zrozumie i odejdzie.
3/ Walka z Pacmanem. Ja wychodziłem z założenia że Floyd ogra Pacmana past (obecnie) gładko. Czy teraz bym to podtrzymał? Nie wiem. Wszystko zależy od punktu wyżej. Choćbym nie wiem kogo lubił nie wyobrażam sobie Mannyego dającego z siebie tyle ile Marcos. Wszystko zależy jednak od powodów z punktu 2. Jeśli starość niestety (ja uważam że do starcia już dojść nie powinno bo obaj frajerzy zmarnowali najlepszy moment kłócąc się o to czy o tamto a mogli rekord ustatnowić na następne 100 lat) to Pac ma szanse.
4/ Sam wynik jakby nie lubić Moneya kontrowersji aż tak wielkich budzić chyba nie powinien. Mimo iż go nie lubię walecznemu Maidanie zabrakło moim zdaniem nie tylko kropki nad "i" a nawet trochę z kreseczki ;D
5/ Nie wierzę trochę w teorię starzenia, no bo co nagle pięściarz teoretycznie gorszy wypada tak gdy Alvarez tak pieprzy?
Tu powstaje pytanie czy czasem nie miałem racji i kilku innych użytkowników i SAul jednak nie był skatowany wagą bo taki pięściarz przy Maidanie wypadł blado jak topielec. CZy to zasługa Maidany? Z pewnością tak. Czy Alvarez był na tyle głupi by bawić się z Floydem? Wątpię. A starzenie w przeciągu 2 walk uznaję raczej za ściemę.
6/ Na pewno tacy jak ja (lenie i mentalne staruszki) mogą żałować że spędzili tą noc w łóżku i przegapili taką okazję zobaczenia Mayweathera w niezłych tarapatach. I żałuję mimo iż Broner wygrał ;D
Pozdrawiam.
Licz się ze słowami chłopczyku,nie powiedziałem że Floyd to przegrał,jedynie że minimalne zwycięstwo Maidany nie byłoby wałem,bo walka była bliska,nie podniecaj się tak...
:Maidana dal niezla walke, to fakt, ale piesciarzy przegrywajacych po niezlych walkach ze znakomitymi mistrzami bylo wielu i nikt nie umieszczal ich w czolowkach P4P."
A Maidana to co? Jakaś przybłęda?
Złamał Ortiza i Bronera, których ówczesna obecność w P4P ekspertów od czytania boksu by nie zdziwiła. O mały włos, a złamałby Khana. Prócz tego odprawił wielu solidnych rywali, a teraz dał wyrównaną walkę numerowi jeden. I co?! Dalej, kurwa, mało?! To cisną na siłę jakiś Swiftów czy Klinczkę, który obija bumów, a średniaków zaklinczowuje na śmierć, a miejsca dla wojownika, który nie padł na kolana przed boskim Floydem, ma nie być?
"1 z castillo wygral 2 rundami a dawalem rowne rundy meksykanowi. komentarz hbo i 'dziwne' statystyki walki przeinaczaja to co sie dzialo w ringu imo... "
To ciekawe, bo ja wszystkie rundy wyrównane dawałem Floydowi, a przegrał 115-113...
A dziwne statystyki, to były, ale w walce z De La Hoyą. Gdzie w pierwszej rundzie Mayweather nic nie robi, Oskar naciera, a po 3 minutach podają, że Floyd trafił 12 razy, a Oskar 3.
Co za bzdura/// Poza tym nie będę się tu spierał każdy może mieć swoje zdanie ale akurat "boski" Floyd faulował w tej walce nie gorzej niż Władimir z Aleksandrem. Ale nie ważne. Jak to w życiu bywa jednym się pewne rzeczy wybaczy innym nie. Jednych się lubi, inni wzbudzają negatywne emocje. Kwestia gustu chciałoby się rzec.
Nie przesadzaj. Faule floyda wynikały z nieustannych fauli Majdany, na które często nie było reakcji sędziego. Majdana napierał z głową gotową do strzału i przytrzymywał ręce Floyda nieczysto zadając ciosy stąd czasem widoczne było odpychanie łokciami czy wieszanie się na Majdanie. Floyd ogólnie walczy czysto. Przeciwnik wymusił to na nim przez faulowanie.
Maidana walił tak bo to jedyna możliwość by "żółwią obronę obejść". Przed tą walką sądziłem że Money jest niepokonany nie tylko ze względu na umiejętności ale również to że nie jest na tyle słabszy by ktoś go stłamsił w tej jego obronie. Maidana był jednak bardzo blisko i Floyd zaczął się ratować jak mógł. Ciosy na linii pasa lub niżej, odpychanie, przytrzymywanie i notoryczne klinczowanie.
Jak już mówiłem dla mnie to stosowanie podwójnych standardów ale każdy ma do tego prawo. Reakcje sędziego zostawiłbym w spokoju bo najzwyczajniej w świecie po obu stronach mógł wyciągać zdecydowanie ostrzejsze środki.
Ogólnie nie zgodzę się też z beniaminemGT jeśli pisze całkowicie serio. Floyda jako notorycznego faularza raczej nie kojarzę a ja odbieram boks trochę na zasadzie innej niż karać za każde przewinienie nie zgodne z wymogami. Wiecie ile walk trzeba by anulować? Chociażby Davida Haye gdzie naparzał w tył głowy Ruiza z całej petardy czy Mormecka.
Boks to sport kontaktowy i "faule" czy tak zwane sztuczki zawsze tu będą. Pytanie dlaczego nikt nie wpadł wcześniej na to na co wpadł (a może nawet nie bo to być może wynik wrodzonej waleczności i stylu) Marcos. Floyd chroni się jak żółw to potraktuję go jak żółwia. Odwrócę i zacznę bić w najsłabsze punkty. Tak nim zakręcę by ten miał zawroty głowy od tego ciągłego przewracania. To samo tyczy się Włada. Jak ktoś jest za dobry a dodatkowo ma w razie czego w arsenale kontrowersyjne zagrywki to dlaczego nie zrobić wszystkiego by te zagrywki i mocne strony wylączyć?
Nikt nie zabronił Mormeckowi który ma 100kg czystej masy mięśniowej i zapewne dźwiga większe ciężary niż 112 kg na nogi by Włada uniósł wywalił czy nawet przy okazji naparzał gdzie popadnie.
Ale tu pojawia się kwestia czy są oni w stanie wywalczyć wygraną a jeśli nie to przynajmniej większy szacunek.
Uprzedzam że gdyby sędzia okazał się aż tak niesprawiedliwy i przerwał wtedy walkę kibice sami "zlinczowali" by Włada/Floyda czy kogokolwiek innego.
Nie chce mi się dokładnie tłumaczyć o co chodzi. Mam nadzieję że nikt źle tego nie zrozumie i nie będzie mi wmawiał że uważam faule za super sprawę.
Floyd jednak na pewno nie był bez winy i też swoje narozrabiał. Kompletnie więc mnie śmieszy gadanie o zapaśniczym podejściu Maidany teraz bo ja takiego czegoś nie widziałem, a raczej to że gdy Marcos chaotycznie atakował Floyd musiał się ratować już innymi środkami niż zwykle.
Lecę spać bo późno.
"Ogólnie nie zgodzę się też z beniaminemGT jeśli pisze całkowicie serio. Floyda jako notorycznego faularza raczej nie kojarzę a ja odbieram boks trochę na zasadzie innej niż karać za każde przewinienie nie zgodne z wymogami. Wiecie ile walk trzeba by anulować?"
Przecież nikt nie domaga się rewizji walki po jej zakończeniu. Rzecz w tym, że faule wypaczają wyniki. Devon Alexander jest bokserem wiele gorszym niż Floyd Mayweather, a jednak wygrał z Argentyńczykiem wysoko na punkty. Czemu? Bo tępy lub sprzedajny sędzia pozwolił mu zaklinczować rywala na śmierć.
Podobne wypaczenie miało ostatnio miejsce w walce Khan Collazo. Ściąganie, odpychanie, klinczowanie - sędzia nie reagował. 2 z 3 nokdaunów po faulach. Collazo został całkowicie wybity z rytmu. A przecież łatwo sobie wyobrazić, że gdyby Khan nie mógł klinczować ( bo na przykład już by za to stracił 2 punkty i wisiała nad nim groźba dyskwalifikacji ), to musiałby z bliska kryć się za swoją dziurawą gardą. Collazo z punktami za faule i z większą skutecznością w trafieniach z bliska, nie czułby presji, że musi wygrać przez KO. Boksowałby więc spokojniej i lepiej, bo to dobry bokser. A tak walka zamieniła się w jakąś hecę, gdzie Collazo idzie z opuszczonymi rękami i próbuje urwać głowę uciekającemu i kąsającemu go kontrami faularzowi.
Walke z Castillo mialem nieznacznie dla Castillo i uwazam ze to jedyny pojedynek ktory Floyd moglby przegrac. Jednak rozumiem osoby widzace zwyciestwo Floyda: sporo rund bylo wyrownanych i decydowaly pojedyncze akcje.
Co do walki z Maidana: dla mnie wyniki 116-112, 115:113 dla Floyda oraz naciagany remis sa do zaakceptowania, ale tak jak nie widze zwyciestwa Floyda 117-111 tak nie widze tez, chocby minimalnego, zwyciestwa Maidany (ktoremu kibicowalem, ktorego bardzo lubie i ktoremu zycze rewanzu z Floydem na wrzesien).
Moim zdaniem dla Maidany można było punktować rundy 1-5 i ewentualnie 12. Reszta to bez wątpienia rundy Floyda.
Walka z Castillo IMO mogła iść w obie strony. Remis lub zwycięstwo Castillo byłoby chyba najlepszym wynikiem.
Walka z ODH była bardzo trudna do punktowania. Nie uważam, że o zwycięstwach w rundach powinny decydować tylko ilość celnych ciosów. To nie boks amatorski.
Jeśli ktoś w rundzie zadaje 100 ciosów, z czego 20 dojdzie celu, to więcej niż 22 celne ciosy z 50 zadanych.
Wynik walki z ODH również mógł iść w 2 strony (nigdy nie widzialem jej z komentarzami Kostyry, więc to na moją ocenę na pewno nie wpłynęło :D)
To tylko chyba Kostyra gdy komentował walkę widział ciągle trafione ciosy Oscara.
Floyd przegrał z Castillo minimalnie ale jednak, z Maidana w zasadzie walka oscylowała koło remisu z przewagą po stronie El Chino.Więc mozna powiedziec ze 2 porazki juz ma.
Kto jak kto ale Oscar jest autorytetem boksu i skoro uważa że Floyd przegrał te 3 walki to tak jest.
*
*
*
*
*
Cóż za logika xDD Chłopie, większe brednie to na tej stronie rzadko można przeczytać. Oscar de la Hoya był wielkim pięściarzem, ale w tej kwestii jego zdanie jest niewiele warte.
NietrzezwyJudasz kim ty jesteś żeby mówić że zdanie Oscara jest tu niewiele warte, znasz się od niego lepiej?
*
*
*
*
*
Po pierwsze drogi kolego proszę mnie nie obrażać. Po drugie, jeżeli Ty uważasz osąd autorytetu za pewnik, to po co w ogóle myślisz? Może lepiej łykać wszystko jak leci i wtedy życie stanie się prostsze? (to ironia, gdybyś nie zrozumiał) xDD Po trzecie, Oscar de la Hoya nie jest obiektywny w swoim osądzie, przede wszystkim dlatego, że sam walczył z Floydem i wiadomym jest, że nie pała do niego sympatią przez co trudno traktować jego opinię na poważnie. Mało tego on sam nigdy nie udowodnił, że jest autorytetem w kwestii punktacji i oceny walk bokserskich. Wręcz przeciwnie, bo jeżeli punktuje swoje zwycięstwo z Floydem to najzwyczajniej w tej materii się ośmiesza. Przytłaczająca ilość ekspertów punktowała to starcie dla Floyda, więc Oscar nie jest tu żadnym autorytetem.
Wyobraźcie sobie taką walkę.
Jeden zawodnik robi żółwika, stoi na środku ringu. Jego rywal wyprowadza w każdej rundzie 80 ciosów, z czego powiedzmy 8 jakoś tam od biedy przedziera się przez rękawice i obciera żółwia ninja.
Żółwik co jakiś czas kontruje sfrustrowanego rywala. Zadając jakieś 15 ciosów na rundę, z czego 10 dochodzi celu.
No i taką walkę według was w sposób oczywisty wygrywa żółwik?
Jeszcze trochę i okaże się, że niewiele Clotteyowi zabrakło do zwycięstwa w walce z Pacmanem.
Nie przesadzajcie tak z bagatelizowaniem ciosów, które nie doszły celu.
Wyobraźcie sobie taką walkę.
Jeden zawodnik robi żółwika, stoi na środku ringu. Jego rywal wyprowadza w każdej rundzie 80 ciosów, z czego powiedzmy 8 jakoś tam od biedy przedziera się przez rękawice i obciera żółwia ninja.
Żółwik co jakiś czas kontruje sfrustrowanego rywala. Zadając jakieś 15 ciosów na rundę, z czego 10 dochodzi celu.
*
*
*
*
*
Sytuacja hipotetyczna i mało realna, ale oczywiście, że tak kolego:) Jednym z elementów punktowania walk bokserskich jest obrona, tak samo jak efektywna agresja. Jeżeli więc ktoś wyrzuca 80 ciosów i trafia 70, a inny 15 z czego dochodzi celu 10 i są to wyraźne i mocne ciosy to runda idzie na konto drugiego zawodnika, bo nie dość że punktujemy jego obrony, to również wypada lepiej pod kątem efektywnej agresji jak i celnych czystych ciosów. Pozostaje jeszcze kwestia ring generalship, ale tu jest dużo pole do manewru i wspomniane wcześniej zmienne powinny już pozwolić na ocenę tej rundy.
Sama ilość celnych ciosów niewiele jeszcze znaczy (z czym się zgadzamy jak mniemam)
Nie ma nigdzie stwierdzenia, że elementem punktowania walk bokserskich jest obrona. Bardzo, bardzo wiele jest pozostawione zdaniu samych sędziów.
Ja uważam (wielu pewnie się ze mną zgadza, wielu nie, również wśród ludzi zawodowo w boksie siedzących), że jak najbardziej można wygrać walkę wiatrakiem i większą agresją (jeśli odpowiedzi przeciwnika nie są na tyle przekonujące).
Dlatego nigdy nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że wynik walki ODH-FMJ był oczywisty i wyraźny.
Moim zdaniem można było jak najbardziej zobaczyć tam zwycięstwo Oscara (pomimo że sam chyba punktowałem tam zwycięstwo 1-2 rundami Floyda).
Co innego walka z Maidaną.
Tutaj chyba nawet z lupą nie można byłoby się doszukać więcej wygranych rund Argentyńczyka niż 6.
Nie ma nigdzie stwierdzenia, że elementem punktowania walk bokserskich jest obrona.
*
*
*
*
*
Ależ jest drogi kolego. Nawet koledzy z redakcji przetłumaczyli to dla Was na polski i jest w formie "słowniczka" pod poniższym linkiem.
http://www.bokser.org/content/2009/02/14/221840/index.jsp
Co do wyniku walki ODLH-FMJ to wynik był oczywisty i wyraźny. 8-4 to maks co ugrał Oscar, a sam punktowałem 117-111.
Pozdro
OSCAR DLH mial klauzle w kontrakcie ze rewanz musi odbyc sie w ciagu roku, mayweather odszedl na rok i 1 dzien
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10154096546195543&set=a.10153376877615543.1073741828.284767980542&type=1&theater
tweet oscara