"The Moment" porażki Floyda Mayweathera (46-0, 26 KO) nie nadszedł i otrzymaliśmy werdykt dobrze znany nam od czterdziestu pięciu pojedynków, ale walka okazała się być o wiele bardziej zacięta niż można było się spodziewać. Tym razem "Money" miał pełne ręce roboty. Ja zaś, na przekór wszystkiemu, opowiem nie o zwycięzcy głównej walki wieczoru w Stolicy Drugich Szans, lecz o tym, którego ręki sędzia Tony Weeks nie podniósł.
FLOYD ZWYCIĘŻA PO CIĘŻKIM BOJU >>>
Marcos "El Chino" Maidana (35-4, 31 KO) pokazał, że ci, którzy nie dawali mu większych szans w pojedynku z królem P4P, byli w błędzie. W żadnym wypadku nie wyszedł po wypłatę. On naprawdę chciał wygrać. Mały Argentyńczyk sprawił "Moneyowi" więcej problemów niż kilku poprzednich rywali razem wziętych. Skutecznie obijał korpus z nadzieją, że spowolni to najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe. Urwał Mayweatherowi kilka rund, spychając go na liny i wyprowadzając niezliczoną ilość mocnych ciosów – również tych nieczystych. Z całą pewnością nie okazał mistrzowi szacunku, którym darzyli go poprzedni przeciwnicy. Choć przegrał, to nie może powiedzieć, że nie próbował. Maidana tego wieczoru w MGM Grand Garden Arena robił absolutnie wszystko, co w jego mocy, aby odebrać Mayweatherowi to, co dla niego tak drogie. Udowodnił, że Floyd jest tylko człowiekiem. Niesamowicie dobrym w tym, co robi, ale wciąż tylko człowiekiem.
MAIDANA UPIERA SIĘ, ŻE WYGRAŁ >>>
"El Chino" rozpalił na nowo płomień nadziei we wszystkich, którzy nie mogą doczekać się porażki boksera, który uważa siebie za najlepszego pięściarza w historii. Ponadto, swoją zaciętą walką poprawił nastrój głównym decydującym stacji Showtime, bowiem całkiem realna wydaje się walka rewanżowa Mayweathera z Maidaną. Nam pozostaje tylko czekać na wrześniowy pojedynek Juniora. Wtedy dowiemy się, czy to "ząb czasu" nadgryzł wspaniałe umiejętności "Pretty Boya", czy słabsza postawa była spowodowana problemami pozaringowymi. Może tym razem "The Moment" nadejdzie…