- W ogóle nie klasyfikuję Chisory. To tylko przereklamowany journeyman. W Ameryce nazywamy takich puszkami soku pomidorowego. Nie powinni mu pozwolić wychodzić ze mną do ringu, czy chociaż wymawiać moje imię. Ja jestem z pierwszej ligi, a on z trzeciej albo czwartej. Jest aż tak słaby - ocenia swojego sobotniego rywala Malik Scott (35-0-1, 12 KO).
Amerykanin nie wyobraża sobie, żeby ktoś taki jak Dereck Chisora (16-4, 10 KO) był w stanie dać mu dobrą walkę. Scott ma nawet wątpliwości co do tego, czy "Del Boy" rzeczywiście trenował.
- Jeśli wypadnę świetnie i zdemoluję go w ciągu dwóch lub trzech rund, wrócę do domu szczęśliwy. Jestem w życiowej formie. Mam tylko nadzieję, że Chisora się przygotował i chociaż spróbuje podjąć walkę. Mam przeczucie, że tak się nie stanie, a on wyjdzie do ringu wyglądając, jakby cały obóz przygotowawczy spędził w McDonald's - kończy pewny siebie filadelfijczyk, który w ostatnim występie udzielił lekcji boksu Głazkowowi.