SZPILKA: MA SZCZĘŚCIE, ŻE NIE UDERZYŁEM GO RĘKĄ

Maciej Stolarczyk, eurosport.onet.pl

2013-01-07

- Zniszczę cię k…, teraz to cię zniszczę – krzyczał Artur Szpilka do Krzysztofa Zimnocha po bójce, która wywiązała się na konferencji prasowej Polsat Boxing Night, zapowiadającej walkę Andrzeja Gołoty z Przemysławem Saletą.

Starcie było agresywne, między pięściarzami wywiązała się bijatyka, w której nie zabrakło nawet zapasów. Rozwścieczonych zawodników rozdzielili inni pięściarze, najbardziej pomocny okazał się Tomasz Hutkowski.

Istnieje kilka wersji, kto sprowokował bójkę. Szpilka i Zimnoch ustawili się pod ścianką z reklamami do wspólnego zdjęcia. Padły prowokujące słowa i zaczęła się bójka.

- Stałem tuż obok. Słyszałem, jak Szpilka sprowokował Zimnocha. Dobrze, że nie oberwałem – relacjonował jeden ze świadków.

Inną wersję przedstawia Artur Szpilka i jego promotor Andrzej Wasilewski.

- To on coś do mnie powiedział, chciał mnie sprowokować. Nie pamiętam dokładnie, jak to się potoczyło, bo wciąż jestem trochę wstrząśnięty. Zimnoch ma szczęście, że nie uderzyłem go ręką, bo byłoby po zawodach. Nie chciałem go tu nokautować, bo potem mówiłby, że był nieprzygotowany na cios – mówił Szpilka.

- Nieważne kto zaczął, ważne kto skończył. Pomógł nam Tomasz Hutkowski. Ja sam starałem się rozdzielić walczących, ciosu na szczęście nie otrzymałem, ale przewróciliśmy się na ziemię i trochę się potłukłem. Być może z medialnego punktu widzenia była to jakaś promocja gali, ale ja jestem staroświecki i takich bijatyk bardzo nie lubię. Trochę się czuję winny, bo mogłem przewidzieć spięcie między nimi – powiedział Eurosport.Onet.pl promotor Szpilki Andrzej Wasilewski.

Napięta atmosfera między zawodnikami może spowodować, że walka na gali Polsat Boxing Night (23 lutego w Ergo Arenie) przerodzi się w podwórkową bijatykę.

- Ja nie mam takich obaw, bo wbrew pozorom obaj są już na tyle doświadczeni, by utrzymać dyscyplinę w ringu – wyjaśnia Wasilewski.