Już jutro wieczorem w Erfurcie rewanż za pojedynek sprzed 30 miesięcy. Tytułu mistrza świata federacji WBO w wadze junior ciężkiej broni Marco Huck (34-2, 25 KO). Choć Ola Afolabi (19-2-3, 9 KO) podkreśla, że od tamtej pory zrobił wielkie postępy, Niemiec bośniackiego pochodzenia jest pewien sukcesu.
- Afolabi ciągle podkreśla, że w pierwszym pojedynku z panem to on powinien zostać zwycięzcą. Co pan o tym sądzi?
Marco Huck: Marzycieli jest wielu, podobnie jak dobrych bokserów. Do zwycięstwa brakuje im czasem bardzo niewiele, jakichś dwóch procent. Afolabi jest oczywiście dobrym bokserem, jednak tych dwóch procent nie posiada.
- Kto jest mocniejszy, Afolabi czy Lebiediew?
MH: Ciężko powiedzieć. Afolabi to bardzo nietypowy bokser. Mówi się, że nawet podczas sparingów nie daje Kliczkom szans do siódmej-ósmej rundy. Później bracia zyskują przewagę dzięki masie ciała.
- Na jednej z konferencji prasowych zwrócił się pan do Afolabiego: niech Kliczkowie nie przysyłają swoich pracowników, ale sami wyjdą ze mną do ringu...
MH: Mogę to powtórzyć i teraz. Udowodniłem już wszystko. Nie dawano mi najmniejszych szans w wadze ciężkiej, jednak wyszedłem na ring i walczyłem jak uliczny zabijaka. Nie tylko wytrzymałem, ale zrobiłem dużo więcej.
- Chce pan dostać rewanż z Powietkinem. Kiedy może do niego dojść?
MH: 11 listopada 2012 roku, w moje urodziny. To byłby dobry prezent.
- Sauerland obiecał już go panu?
MH: Sądzę, że on też chce tej walki.
Rozmawiał Aleksander Pawłow, Sportbox.ru