Eduard Gutknecht (24-1, 9 KO) uznał, że lutowa obrona tytułu mistrza Europy w wadze półciężkiej nie zmęczyła go zbytnio, więc postanowił nie czekać długo z powrotem i dziś wieczorem zmierzył się z Tonym Averlantem (17-6-2, 4 KO). Bardzo szybko przyszło 30-letniemu Niemcowi pożałować tej decyzji, ale jak to bywa w Niemczech - z pomocą pospieszyli sędziowie, dzięki którym "Eddy" zachował tytuł.
Skazywany na porażkę Averlant rozpoczął walkę bardzo dobrze, ale już w końcówce pierwszej rundy nadział się na krótki lewy sierpowy Gutknechta i wylądował na deskach. Powstał szybko, ale był wyraźnie oszołomiony i wracał do narożnika na niepewnych nogach. Wydawało się, że pojedynek może się skończyć bardzo szybko, ale Francuz doszedł do siebie i sam przystąpił do ataku.
Walka była wyrównana, ale z czasem przewagę osiągnął pretendent, a trenujący Gutknechta Ulli Wegner wyrażał swoją frustrację krzykami w narożniku. Mistrz nie wytrzymał trudów potyczki kondycyjnie i w końcówce ratował się klinczami, w kilku przypadkach był też naruszony. Udało mu się dotrwać do końca, a o resztę zadbali sędziówie, których dwójka opowiedziała się za nim (113-115, 114-113, 115-113).