JUNIOR WITTER W PRIZEFIGHTERZE
Po sukcesie jaki odniosła międzynarodowa edycja "Prizefightera" w wadze ciężkiej, pomysłodawca całego przedsięwzięcia - Eddie Hearn i jego grupa "Matchroom" nie tracą czasu. Już 7 czerwca w York Hall w Londynie odbędzie się kolejna odsłona popularnego turnieju, tym razem rozgrywanego w wadze półśredniej.
Główną gwiazdą zawodów transmitowanych przez telewizję Sky Sports będzie Junior Witter (37-4-2, 22 KO). 37-letni były mistrz Europy i świata, podczas ostatniego występu, w lutym 2011 roku, przegrał jednogłośnie na punkty z mało znanym Rumunem Victorem Puiu (19-1-2, 9 KO). Była to jego pierwsza walka po kilkunastomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Mieszkający w Sheffield "Hitter", z całą pewnością potraktuje udział w tym cieszącym się ogromną popularnością turnieju bardzo poważnie. Ewentualne zwycięstwo, zaowocowałoby propozycjami walk z czołowymi zawodnikami kategorii półśredniej i okazją powrotu na szczyt.
Oprócz Wittera, kibice będą mogli zobaczyć także takich pięściarzy, jak były mistrz Wielkiej Brytanii i Europy - doświadczony Colin Lynes (34-8, 12 KO), Kevin McIntyre (28-7, 9 KO), Peter McDonagh (16-20, 2 KO), Marokańczyk Yassine El Maachi (14-4, 5 KO), 25-letni Bobby Gladman (7-0-1) oraz noszący imię słynnego bohatera westernów John Wayne Hibbert (7-0, 4 KO) i Nathan Graham (11-2, 5 KO).
Ten turniej zyskał już status prestiżowego - np. słaby Harrison po zwycięstwie w Prizefighterze został pretendentem do EBU...
Chomikowanie pasów, asekurancka walka, unikanie trudnych rywali, dziwne decyzje sędziów - wszystko to wynik tego, że federacje bokserskie znaczą coraz mniej, a reguły ustalają sami promotorzy bokserów (telewizje jeszcze ratują sytuację).
Jak pokazuje przykład MMA: silna pozycja samych organizacji zajmujących się organizacją walk pomiędzy ich członkami sprawdza się dużo bardziej niż to co w boksie obserwujemy.
Premiowany jest show, dawanie ciekawych walk, to kto ile ma porażek na koncie - nikogo nie obchodzi.
Prizefighter to właśnie krok w dobrą strone. Jest organizator gali. Zaprasza bokserów tak, żeby było ciekawie i wygrywa najlepszy (najlepiej efektownie, bo będzie zaproszony po raz kolejny). Sterować sędziami nikomu się nie opłaca. Kibicom się podoba, mimo słabego (jeszcze) poziomu zawodników.
Cel - UFC, a więc połączenie prizefightera i super six.
Kibiców więcej, ciekawsze walki, większe pieniądze, uczciwe sędziowanie, podniesienie poziomu sportowego samych zawodników. No bo cóż tak na prawdę znaczy jakiś wirtualny tytuł "mistrza świata" zdobyty gdzieś tam psim swędem?
Na pewno mniej niż świadomość stoczenia ciężkich bojów, za dobre pieniądze z wymagającymi przeciwnikami i miano najlepszego w kraju. A dla przegranych - a dlaczego nie rewanże?