Dziś w nocy kolejną wygraną do rekordu dopisał Breidis Prescott (24-2, 19 KO), choć tym razem na punkty i bez specjalnego "błysku". Co prawda Kolumbijczyk zdecydowanie przeważał nad Bayanem Jargalem (15-2-3, 10 KO), ale koncentrował się na pojedynczych i mocnych uderzeniach, co momentami wyglądało trochę jak bicie głową w mur.
Rywal z Mongolii pokazał z kolei dobrą pracę nóg, fajne uniki, lecz nie zrobił prawie nic w ofensywie, dlatego sędziowie bez większych wątpliwości opowiedzieli się za jedynym jak dotąd pogromcą Amira Khana, punktując na korzyść Prescotta 99:91, 99:90 i 100:90.